Radni z rządzącego w mieście ugrupowania znów chwalili prezydenta i zachwycali się nad rozwojem miasta. Można było m.in. usłyszeć, że obrany kierunek jest słuszny, bo powstają nowe domy i ludzi stale przybywa. Dlatego z oburzeniem przyjmowali głosy krytyki dotyczące nadmiernego zagęszczania zabudowy, likwidacji terenów zielonych, czy też niewystarczających działań w kwestii walki ze smogiem, a także innych trapiących mieszkańców problemów
W odpowiedzi na te zarzuty mówili, że nasz program walki ze smogiem jest doskonały, podobnie jak wszystko inne, co dzieje się w mieście, a w ogóle to jesteśmy „liderami” zarówno w tej jak i we wszelkich innych dziedzinach. Prezydent natomiast nie omieszkał stwierdzić, że nie będzie ograniczał deweloperom możliwości zabudowy, bo kiedy ludzie kupowali kiedyś w Legionowie działki, to nie istniały na nich jakiekolwiek ograniczenia w tym zakresie (Nie jest to do końca prawda - przyp. red.).
Najwyższy czas zastanowić się czy rozwój, a przynajmniej taki, jak rozumieją go niektórzy legionowscy radni, w mieście, w ogóle jest potrzebny. Można odnieść bowiem wrażenie, że rozumieją oni to słowo w sposób XIX, XVIII-wieczny, a może nawet z bardziej odległych czasów. Dla nich rozwój to: karczowanie, zabudowywanie, betonowanie wszelkich powierzchni, budowanie fabryk, dogęszczanie zabudowy i nie zwracanie uwagi na warunki życia mieszkańców i środowisko naturalne. Jest to więc rozumienie terminu rozwój, bliższe pierwotnym niecywilizowanym ludom, które najpierw doprowadzały do całkowitej degradacji miejsca, w którym żyły, a następnie przenosiły się w inne, aby za jakiś czas, w ten sam sposób je zdewastować. Ale rozwój można rozumieć też całkiem inaczej.
Dzisiaj, w cywilizowanych krajach, mówi się o rozwoju zrównoważonym czyli takim, w którym zaspokajanie potrzeb obecnego pokolenia nie umniejszy szans przyszłych pokoleń na ich zaspokojenie. A więc powinien to być rozwój prowadzonym w harmonii ze środowiskiem i bez niszczenia jego zasobów. Naszym radnym z rządzącego ugrupowania należałoby więc zaproponować przestawienie się z rozwoju polegającego na betonowaniu i zabudowywaniu, na zasadzie dowolności, wszelkich wolnych przestrzeni, raczej na rozwój duchowy i intelektualny. Początkiem tego procesu mogłoby być większe wsłuchiwanie się w głosy ekspertów, analizy i raporty, niż ślepe popieranie, będącego na bakier z nauką i najnowszymi trendami, lokalnego lidera.
Tym właśnie tropem poszedł opozycyjny radny, który chciał wręczyć prezydentowi głośną ostatnio książkę dotyczącą patologicznych zjawisk, które dotknęły także Legionowo, pt. „Betonoza. Jak się niszczy polskie miasta”. Zresztą nie jest to jedyna tego typu pozycja na rynku. O przestrzennym chaosie w miastach, wzmagającym takie zjawiska jak smog i podtopienia, wśród fachowców mówi się powszechnie. Swoje bardzo krytyczne uwagi od dawna zgłaszały: stowarzyszenia urbanistów i architektów, Najwyższa Izba Kontroli, Polskie Towarzystwo Geograficzne i wiele innych. Warte polecenia są także publikacje Komitetu Przestrzennego Zagospodarowania Kraju PAN – „Studia nad chaosem przestrzennym”. Można w nich m.in. przeczytać, że bezładna zabudowa generuje wielkie szkody społeczne i wielomiliardowe straty gospodarcze.
Prezydent prezentu jednak nie przyjął, bo według niego, problemów ani smogu, ani dogęszczeń w Legionowie nie ma. A w każdym razie, nie są one większe niż gdzie indziej. Można więc oczekiwać, że w dalszym ciągu będzie on wspierał deweloperów wstawiających bloki i szeregowce pomiędzy zabudowę jednorodzinną, likwidował tereny zielone i w bezrozumny sposób dogęszczał miasto. Najwyraźniej za wszelką cenę pragnie być on liderem, choćby było to, jak w tym przypadku, liderowanie w promowaniu patologicznych zjawisk.
Paweł Szyling
Reklama
KRÓTKO I NA TEMAT... Liderzy w promowaniu zjawisk patologicznych
- 06.01.2021 11:39
Reklama
Napisz komentarz
Komentarze