Władze miasta twierdzą, że przygotowana przez nie uchwała była wadliwa i trzeba ją powtórzyć, po tym gdy radni odrzucili ją w głosowaniu. Ludzie natomiast zastanawiają się, dlaczego władzom tak zależy, aby dać deweloperowi zielone światło dla inwestycji w pobliżu wiaduktu?
Podczas ostatniej sesji rady miasta w Legionowie radni nie wyrazili zgody na budowę nowego bloku mieszkalnego, w miejscu dawnego klubu garnizonowego, w pobliżu wiaduktu. Teraz władze twierdzą, że przygotowana przez nich uchwała, którą odrzucili radni, była wadliwa i potrzebna jest nowa uchwała w tej sprawie. Ponadto przewodniczący rady śle do radnych pisma z wezwaniami, aby podali poważne argumenty, dlaczego są przeciwni budowie bloku.
W ten sposób władze miasta przyznały się do tego, że opracowując projekt uchwały, nie brały w ogóle pod uwagę tego, że może ona zostać odrzucona w głosowaniu. Teraz natomiast, gdy mleko się wylało, kombinują w jaki sposób odkręcić sprawę. Przy okazji władza po raz kolejny pokazuje swoją butę. Sprawia bowiem wrażenie, że nie mieści się jej w głowie, aby mogły zapaść jakiekolwiek decyzje niezgodne z jej wolą.
To jednak nie byłoby jeszcze najgorsze. Można jednak odnieść wrażenie, że władze ratusza i przewodniczący rady miasta są osobiście zainteresowani deweloperską inwestycją. Tak jakby mieli już zaklepane mieszkania w nowym budynku i utęsknieniem tylko czekali na przecięcie wstęgi. Podobna sytuacja już była, w sprawie zgody na budowę osiedla mieszkaniowego przy ul. Kościuszki, w miejscu składu węgla. Wtedy rządzący w obawie, że nie uzyskają większości, przerwali sesję i przełożyli jej zakończenie na inny termin.
W tej sytuacji, trudno się dziwić ludziom, którzy mówią w podobnych przypadkach, że ktoś wziął w przysłowiową łapę. Osobiście daleki jestem od poważnego traktowania takich oskarżeń. Przyglądając się jednak praktykom panującym w legionowskim samorządzie, zaczynam tracić złudzenia, co do ludzkiej uczciwości.
Paweł Szyling

Napisz komentarz
Komentarze