Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
sobota, 6 czerwca 2026 18:09
Reklama
Reklama

LEGIONOWSKI. Rozmawialiśmy z mężczyzną, który „uciekł z kwarantanny”

LEGIONOWSKI. Rozmawialiśmy z mężczyzną, który „uciekł z kwarantanny”
karetka3
„Ja nigdzie nie uciekłem” – powiedział nam w rozmowie 34-letni mieszkaniec gminy Jabłonna , o którym media pisały, że uciekł z kwarantanny, a następnie został ujęty przez policję i odwieziony do szpitala

W poniedziałek (9 marca) ogólnopolskie media obiegła informacja dotycząca jednego z mieszkańców powiatu Legionowskiego, który rzekomo miał uciec z kwarantanny w związku z podejrzeniem zarażenia koronawirusem SARS-CoV-2.

„Poszedłem po leki na astmę”

Jak relacjonuje Pan Marek*, w poniedziałek 9 marca udał się do lekarza, po leki na astmę. W trakcie prowadzonego przez lekarza wywiadu przyznał, że w minioną sobotę spotkał się z kolegą z Indii. - W tym momencie, lekarz założył na twarz maseczkę i powiedział, że natychmiast zostanę przetransportowany do Szpitala Zakaźnego w Warszawie. - opowiada mężczyzna. W szpitalu naszemu rozmówcy został zrobiony test na koronawirusa. Pan Marek przez blisko 3 godziny siedział na Izbie Przyjęć szpitala i czekał na wynik.

„Ucieczka ze szpitala”

W końcu przyszły wyniki testu, które na szczęście okazały się UJEMNE.
- Wtedy zapytałem panią w Izbie Przyjęć, czy mogę już iść do domu. Usłyszałem, że tak. Więc wróciłem do domu pociągiem – opowiada 34-latek.

Pan Marek mówi, że niedługo później, kiedy wrócił do domu, do jego drzwi zapukała policja. - Zakuto mnie w kajdanki i siłą, bez możliwości zabrania choćby butów wsadzili do karetki - mówi mężczyzna.

Zakuty w kajdanki i brutalnie potraktowany

Pan Marek twierdzi, że nie obchodzono się z nim delikatnie, a raczej brutalnie. - Chciałem się podrapać w nos, byłem zestresowany, pytałem po co kajdanki? Wtedy zostałem brutalnie potraktowany i uciszony - relacjonuje mężczyzna. Karetką ponownie przetransportowano go do Szpitala Zakaźnego w Warszawie. Zgodnie ze słowami naszego rozmówcy, stwierdzono, że powodem zakucia w kajdanki było to, że był niespokojny. - Sanitariusze stwierdzili, że jestem naćpany. A nawet nie zbadali mojego moczu. W wypisie mam zapisane: pacjent z podejrzeniem koronawirusa przywieziony w asyście policji – mówi przerażony sytuacją 34-latek.

Ponowny ujemny test i kwarantanna

Ponowne badanie pana Marka również wykazało, że NIE JEST ON NOSICIELEM KORONAWIRUSA. - Mam teraz spędzić czas w tzw. kwarantannie domowej i udać się na kontrolę w przyszłym tygodniu. Nic mi nie jest, nie uciekłem, tylko zostałem wypuszczony, a potem zabrany siłą z domu, poturbowany, a teraz robi się ze mnie uciekiniera – kończy swoją opowieść.

*Prawdziwe imię zostało zmienione

Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Jurek 14.03.2020 17:13
Kompletny chaos, bałagan i brak kompetencji, czyli dziadostwo. A potem polują na ludzi, których sami zwolnili.

Helena 12.03.2020 06:52
Z relacji świadków będących w momencie przyjścia do lekarza wygląda to trochę inaczej niż opisuje to Pan P. "Marek" ;)

Piotr 11.03.2020 23:16
Brak wam jakiejkolwiej podstawowej wiedzy na temat procedur i postępowania w tqkich sytuacjach. W Zespołach Ratownictwa Medycznego sanitariuszy nie ma już kilkanaście lat. Widać jakie pojęcie macie na temat służby zdrowia. Jakby pan "Marek" był taki święty i by wyszedł ze szpitala za pozwoleniem to na pewno policja by go nie szukała.

Mariusz 11.03.2020 19:12
Żeby tylko nie porywali z ulic jak kiedyś czarna wołga

Krzysztof 11.03.2020 17:41
Wszyscy są przewrażliwieni, a personel medyczny najwyraźniej nie wszędzie został odpowiednio przeszkolony i poinstruowany. Jeśli tak traktują potencjalnych zarażonych, to chyba ze strachu i głupoty....

NAJNOWSZE E-WYDANIE
Mazowieckie To i Owo nr 49
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama