Prezydent zarzucił tym, którzy zastanawiali się czy dobrym pomysłem jest budowa bloków mieszkalnych przy samych torach, że są przeciwko uchodźcom i wszystkim innym przyjeżdżającym do Legionowa. Bagatelizował on oficjalne dane statystyczne, według których Legionowo jest już najgęściej zaludnionym miastem w Polsce. Twierdził, że dane świadczą o tym, że wszyscy chcieliby tu mieszkać i jest to sukces miasta. Apelował on również aby innym nie utrudniać zamieszkania w Legionowie czyli uczestniczenia w tym sukcesie (sam dawno wyprowadził się z Legionowa i mieszka na wsi, w Józefowie).

W skrócie, prezydent sugerował, że nic się nie stanie, kiedy każdy z mieszkańców weźmie sobie jeszcze kogoś na plecy. Bo sukcesem przecież trzeba się dzielić... Natomiast w sprawie likwidacji filii miejskiej biblioteki przy ul. gen Roi sugerował on, że lepiej będzie dla mieszkańców, kiedy po książki będą musieli chodzić dalej. Mówił, że jego zdaniem ważniejsze od odległości jest to, aby w bibliotece były jakieś większe atrakcje.

Przewodniczącemu Rady natomiast ubzdurało się, że podczas sesji nie tylko pełni on funkcję porządkową, ale że rządzi on tam niepodzielnie. Dlatego przerywa mówiącym, komentuje ich wypowiedzi, straszy radnych odebraniem głosu i przy każdej niemal okazji wtrąca swoje przysłowiowe trzy grosze. Natomiast na uwagę radnego, iż niezgodnie ze statutem gminy, ogranicza on radnym prawo do wypowiedzi, stwierdził, że ten statut niedługo się zmieni... Podobnie jak inni pełniący podobne funkcje zapomniał on, że przewodniczący to ktoś w rodzaju dyżurnego w klasie, który odpowiada za przyniesienie kredy i zmoczenie gąbki. Powinien on więc przygotować i ułatwić prowadzenie sesji, a nie próbować rozstawiać innych radnych po kątach.
Na koniec warto jeszcze wspomnieć o radnym, który niemal każdą wypowiedź zaczyna od słów, że „Miasto nasze widzi wielkie”. A później, trudno już się zorientować o czym mówi, a przede wszystkim czy jest za czy przeciw...

Maciej Lerman

Napisz komentarz
Komentarze