Płk Roman Kłoczkowski „Grosz” odegrał główną rolę w walkach powstańczych na terenie Legionowa
27 VII mówił o nim Rafał Degiel, prezentując swą książkę pt. „Powstanie warszawskie na terenie I Rejonu Legionowo”. Autor ograniczył się do omówienia powstańczej działalności pułkownika. Jednakże żołnierz Podziemia, który przybrał sobie jakże skromny pseudonim, był w istocie osobowością wielkiego formatu, tak więc warto było poświęcić mu osobną gawędę, przedstawiając pełny jego życiorys. Dokonał tego Wojciech Juente w prelekcji, której wysłuchaliśmy 8 IX.
Ojciec Romana, uczestnik powstania styczniowego i ofiara carskich represji, znalazł się na Kaukazie. Tam w roku 1894 przyszedł na świat Roman. Studiował prawo w Petersburgu. W 1916 wcielony do armii carskiej. Ranny w wojnie z Turcją dostał się do tureckiej niewoli. Na wiadomość o niepodległej Polsce rodzina Kłoczkowskich postanawia przenieść się do ojczyzny. Przenieść się, a nie wrócić, ponieważ nie był to powrót na ojcowiznę, lecz wyprawa w nieznane. Do polskiego wojska Roman trafił nie jako ochotnik; został po prostu powołany do odbycia zasadniczej służby wojskowej. I oto ktoś marzący pierwotnie o zawodzie prawnika odkrywa w sobie „krew rycerską”. Jako urodzony dowódca szybko awansuje, ciesząc się u przełożonych doskonałą opinią. Z piechoty przeniesiono go do wojsk balonowych. Służył najpierw w Toruniu, potem w Legionowie. Pokaźna gaża majora pozwoliła mu nabyć parcelę i pobudować się. (Ta willa istnieje do dzisiaj.) Brał udział w zawodach balonowych o puchar Gordona Bennetta. W nadchodzącej wojnie balony miały pełnić funkcję obserwacyjną i zaporową, niestety, w starciu z nowoczesnym lotnictwem napastnika nie przydały się na nic.
Rok 1944: podpułkownik Kłoczkowski zostaje mianowany dowódcą I Rejonu „Marianowo-Brzozów” VII Obwodu „Obroża” Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej. Już 4 sierpnia musiał wydać rozkaz demobilizacji. Rósł napór Niemców, a ofensywa sowiecka, na którą tak liczono, opóźniała się. Aby nie sprowokować hitlerowców do odwetu i tzw. pacyfikacji, trzeba było tutejsze walki wygasić.
Według oficjalnych przekazów II wojna światowa zakończyła się 9 maja 1945 r., ale dla Romana Kłoczkowskiego i wielu innych bojowników AK ów dzień nie był początkiem pokoju. W przypadku naszego bohatera wojna miała potrwać jeszcze 7 lat. Błogosławieństwo, jakie niosą czasy pokojowe, nigdy nie było jego udziałem. Wielki patriota, człowiek, któremu rząd polski na wychodźstwie przyznał krzyż Virtuti Militari I klasy, nie mógł w Peerelu znaleźć pracy. Koniec końcem został gońcem – tak można by z wisielczym humorem skwitować jego starania o pracę. Zmarł w 1952 r. na zawał serca, a ta katastrofa była niewątpliwie następstwem sadystycznych przesłuchań, jakie miały miejsce w Pałacu Mostowskich i na Rakowieckiej.
Kamień upamiętniający postać Romana Kłoczkowskiego, ulokowany dotychczas w bezpośrednim sąsiedztwie willi przy ul. Słonecznej, róg Polnej, będzie przeniesiony na pobliski skwer. Uroczyste otwarcie skweru nastąpi 28 IX, godz 17.
Wiadomości o Pułkowniku, które tu zostały powtórzone w największym skrócie, zdobył Wojciech Juente dzięki gruntownemu przestudiowaniu materiałów w rembertowskim Centrum Archiwów Wojskowych. Prelegent przedstawił je w sposób interesujący i świadczący, że temat jest mu bliski. Tę bliskość łatwo zrozumieć, jeśli się weźmie pod uwagę przejścia okupacyjne pana Wojciecha (właściwie małego Wojtusia) i jego rodziny. Ojciec zmarł z ran odniesionych w walkach powstańczych, zaś matka i siostra zginęły pod gruzami zbombardowanego domu.
Biografia Romana Kłoczkowskiego w opracowaniu Wojciecha Juente będzie zamieszczona w najbliższym Roczniku Legionowskim.
Antoni Kawczyński
Reklama
Reklama

Napisz komentarz
Komentarze