Reklama
Bogacenie się ludzi, którzy do bogactwa dochodzą ciężką i uczciwą pracą jest ze wszech miar godne pochwały. Powszechnie znane jest także powiedzenie, opisujące historię niektórych karier - „od pucybuta do milionera”. Sytuacja zmienia się jednak diametralnie, gdy ktoś chce się szybko dorobić pieniędzy idąc na skróty i nie przebierając w środkach. Chodzi o takich, którzy oszukują, kombinują, a jednocześnie szkodzą i krzywdzą innych.
Szybki rozwój podwarszawskich miejscowości spowodowany migracją ludności, często „za pracą” do stolicy, powoduje że coraz częściej mamy do czynienia z jednymi i drugimi. Przykładem może być budownictwo. Jedni budują solidnie i zgodnie ze sztuką budowlaną, a inni byle jak, z najtańszych materiałów, byle tylko dało się odpicować i komuś sprzedać. A potem niech się już martwią inni.
Kilka lat temu na naszym terenie powszechnie mówiło się o domach albo i całych osiedlach zbudowanych na terenach podmokłych, a nawet zalewowych. Niektórzy handlarze nieruchomościami i deweloperzy, korzystając z lat hydrologicznej suszy, zarobili na tym krocie. Bo nie przejmowali się tym, co będzie, gdy pojawią tzw. „mokre lata” i podniesie się poziom wód gruntowych. Można mieć jednak wątpliwości, co do ich uczciwości. Podobnie jest z tymi, którzy dziś oferują mieszkania czy apartamenty z widokiem na las, a zaraz po sprzedaży sami zaczynają budować obok kolejny budynek, który ten widok raz na zawsze skutecznie zasłoni. Albo też jak to się dzieje dzisiaj, sami ten las wytną albo podpalą, aby uzyskać kolejne tereny inwestycyjne.
Często też dzieje się to za przyzwoleniem lub nawet cichą zgodą urzędników. Tak mówi się na przykład o umożliwianiu dogęszczania miasta przez deweloperów, którzy realizują szeregowce wśród zabudowy jednorodzinnej, a tym samym pogarszają warunki życia w mieście. Są też tacy którzy wykorzystując znajomości w urzędach, kruczki prawne, a przede wszystkim własną bezczelność, pozyskują działki pod prowadzoną przez siebie działalność. W ten sposób mają niższe koszty i mogą zarabiać więcej niż konkurencja. Słyszeliśmy już przecież o spółkach, które działki dostają po tzw układzie albo bez przetargu kupują od miasta. Albo o tych, którzy posługując się wątpliwymi dokumentami usiłują przejmować kolejne nieruchomości.
Nie byłoby to możliwe gdyby nie bierność, a wręcz przyzwolenie niektórych urzędów. Ale tam też są zapewne tacy, którzy chcieliby na skróty - od nędzy do „piniędzy”...
Paweł Szyling
Reklama

Napisz komentarz
Komentarze