Reklama
DZIWIĘ SIĘ. Sardynki w betonie
- 11.08.2019 16:42
Kiedyś w redakcji pojawił się pewien jegomość. Nie pamiętam już w jakiej sprawie. Przypadkiem okazało się jednak, że mieszkał akurat w bloku, w okolicy którego miało zostać wycięte drzewo. Dlatego zapytaliśmy go, co on o tym myśli. Jego słowa zapamiętałem na długo
Stwierdził, że bardzo dobrze, że wycinają, bo miasto to nie jest las i po co tu drzewa. Dał również przykład, który odzwierciedlał jego sposób myślenia. - Dajmy na to, jak na takim drzewie usiądzie ptak i tu narobi. To kto będzie za to odpowiadał - pytał wskazując na własne ramie. Zrozumiałem wtedy, że dalsza rozmowa może być trudna, a na pewno będzie mało ekscytująca. Podobne wrażenie mam dzisiaj, kiedy czytam internetowe wpisy zwolenników dogęszczania miasta.
Piszą na przykład, że mieszkańcom w głowie się przewraca. Powinni bowiem wiedzieć, że to nie wieś tylko miasto i jak komuś się nie podobają szeregowce i dogęszczanie, to niech się wyprowadzi gdzieś w Bieszczady. Dowodzą też, że to jest całkiem sensowne rozwiązanie i wszędzie powinny być budowane jeszcze większe budynki, a nawet wysokie bloki. Natomiast wszystkich, którzy sprzeciwiają się takiej właśnie zabudowie, nazywają ostoją wstecznictwa, która chce hamować dynamiczny rozwój miasta. Widziałem też wpisy o średniowiecznym myśleniu oraz groźby, że dla tych, którzy chcieliby wolnych przestrzeni nie ma miejsca w centrach miast. A więc niech stąd spadają...
Ci piewcy „rozwoju i nowoczesności” zapomnieli chyba jednak, albo raczej w ogóle o tym nigdy nie czytali, że właśnie w zamierzchłej przeszłości stosowano już i wprowadzano w życie podobne modele rozwoju. Ich skutki były często jednak opłakane. Rozbudowywane i dogęszczane w nieskończoność miasta, robiły się tak niezdrowe i nieznośne do życia, że w końcu po wyczerpaniu zasobów wody i skażeniu terenu były porzucane. A radosny „nowoczesny” i „prorozwojowy” lud odchodził w poszukiwaniu nowego miejsca na osiedlenie, pozostawiając po sobie spaloną ziemię
Dawno temu, wymyślono jednak coś takiego jak zrównoważony rozwój. I w dodatku, od dawna w wielu miejscach udaje się go stosować. A przodują w tym najbardziej cywilizowane kraje świata. Dlatego nie buduje się już w nich gigantycznych bloków mieszkalnych albo mikroskopijnych klitek, pozbawionych dostępu do przestrzeni i światła oraz upchanych jedna przy drugiej.
Wiem jednak, że nie wszyscy chcą to wiedzieć. I niedługo zapewne znów przeczytam, że miasto przecież musi się rozwijać. A znajdą się też tacy, dla których ulubione danie, to sardynki w betonie...
Maciej Lerman
Reklama

Napisz komentarz
Komentarze