W końcu wcześniej nie widział potrzeby, ani żeby powstała obwodnica miasta, ani aby budowano przejścia podziemne pod torami kolejowymi oraz pod drogą krajową, przecinającymi miasto na pół. Pytani przez nas przedstawiciele Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad oraz Kolei, odpowiadali bowiem, że świetnie układała im się współpraca z naszymi władzami. Po czym dodawali, że gdzie indziej ciągle czegoś od nich chciano, a to dodatkowej kładki, a to wiaduktu, a to podziemnego przejścia albo dodatkowych schodów lub windy. U nas nie chciano dla mieszkańców niczego i dlatego zarówno kolejarze jak i drogowcy mieli święty spokój.
Konsekwencje tego spokoju widzimy wszyscy. W 54 tysięcznym mieście powstał jeden tunel na dodatek niebezpieczny dla rowerzystów i niedostępny dla pieszych. W Legionowie mimo modernizacji, również przez drogę krajową nadal trudno się przedostać. Tymczasem w małych mieścinach, po kilkuset mieszkańców, na tej samej trasie kolejowej gdzieś pod Nasielskiem wybudowano i tunele i wiadukty. W tamtych miejscowościach pewnie jednak miejscowe władze z budowniczymi tak świetnie nie współpracowały.
Pamiętam również jak przed kilku laty prezydent dowodził, że w Legionowie nie potrzebny jest dworzec kolejowy, ale wystarczy daszek na peronie. Potem zmienił zdanie, gdy okazało się, że za szwajcarskie pieniądze będzie można zbudować w tzw. Centrum Komunikacyjnym galerię handlową, bo na kasy biletowe prawie nie ma już tam miejsca. Nie pomyślano także o połączeniu peronów z wiaduktem i stworzeniu w ten sposób prawdziwego węzła przesiadkowego. Być może dopiero wtedy, dzisiejsza atrapa dworca zasługiwałaby na miano komunikacyjnego centrum.
Pewnie zdaje sobie z tego sprawę nasz prezydent i dlatego mówi za nas, że nie potrzebujemy tu Pendolino. Zapewne pisk hamulców mógłby zakłócać mu niedzielne zakupy. Zapomniał tylko o tym, że w przeciwieństwie do niego, nie wszystkich mieszkańców, na warszawski dworzec odwiezie służbowa limuzyna.
MACIEJ LERMAN

Napisz komentarz
Komentarze