Od pewnego czasu do redakcji TiO docierają informacje o grupie, która „przejmuje nieruchomości” znajdujące się na terenie naszego powiatu. Podobno mają w niej uczestniczyć osoby na stanowiskach oraz powiązane z różnymi urzędami. Do tej pory nie udało nam się ich zweryfikować, ale uderz w stół, a nożyce się odezwą...
W minionym tygodniu na mieście pojawiły się anonimowe ulotki informujące o różnych występkach władz. Generalnie były to sprawy znane, o których my też wielokrotnie pisaliśmy. Zaraz potem urzędowy „Żołnierz wolności” obwieścił, iż wszystkie podane tam informacje są nieprawdziwe. Dziwnym trafem jednak, nigdy wcześniej władze nie wystąpił do nas o ich sprostowanie, ani do sądu. Należy więc uznać, że są to prawdziwe informacje.
Jednego wątku nie poruszono jednak w finansowanej przez ratusz gazecie, a mianowicie udziału prezydenta, radnych i innych urzędników w komorniczych licytacjach, na których nabywają oni nieruchomości po atrakcyjnych cenach. Być może właśnie o tę grupę chodzi w listach docierających do redakcji.
W ramce opisujemy sprawę jednej z takich licytacji.
KK.
Z dokumentów, do których dotarliśmy wynika, że 28 października 2010 r. w Sądzie Rejonowym w Legionowie odbyła się licytacja ponad 70 działek budowlanych. Poza prezydentem Romanem Smogorzewskim (z małżonką) i ówczesnym starostą Janem Grabcem (także z małżonką), obaj zajmowali wówczas, podobnie jak i obecnie, najwyższe funkcje w strukturach powiatowych i miejskich Platformy Obywatelskiej, na sali sądowej spotkało się ok. 20 osób. Wśród nich znaleźli się pracownicy wymiaru sprawiedliwości, policji, administracji państwowej, administracji samorządowej różnych szczebli, radni (gminni i powiatowi), lokalni przedsiębiorcy.
Pierwszą działkę nabywa Roman Smogorzewski. Następnie kolejne pozostali uczestnicy, być może według hierarchii oraz ważności.
W sumie kilkadziesiąt działek znalazło nabywców. Nikt z nikim nie licytował. Bo jeszcze przed licytacją każdy z uczestników musiał wpłacić wadium (w wysokości 10% wartości) wskazując konkretną wybraną działkę. Dlatego działki nabywano po cenach wywoławczych (75% wartości oszacowania).
Może to wskazywać, że wszyscy uczestnicy licytacji, a więc prezydent miasta, były starosta, pracownicy wymiaru sprawiedliwości, policji, administracji państwowej, administracji samorządowej różnych szczebli, radni (gminni i powiatowi) oraz lokalni przedsiębiorcy, musieli spotkać się wcześniej i ułożyć kto i co kupi. A także ustalić tzw. kolejność dziobania...
Ciekawe czy mógł w tym uczestniczyć zwykły obywatel i czy nie to nazywamy właśnie LOKALNYM UKŁADEM??
Reklama
POWIAT/ LEGIONOWO. Bogacą się na działkach
- 31.08.2018 17:02
Reklama

Napisz komentarz
Komentarze