Dlaczego władze miasta przez kilka miesięcy nie robiły nic ws. zadłużenia restauracji mieszczącej się w miejskim ratuszu? Dlaczego zastępca prezydenta, odpowiedzialny za gospodarowanie majątkiem należącym do Gminy, nie rozwiązał wcześniej umowy z najemcą lokalu, który prawie przez rok nie płacił czynszu i innych opłat?
Te pytania nasuwają się same, każdemu kto zapoznał się ze sprawą restauracji „Ratuszowa”. Odpowiedź wydaje się również oczywista. A mianowicie, nasze władze musiały mieć jakiś interes w tym, aby lokal działał dalej pomimo nie płacenia czynszu i rosnącego zadłużenia.
Restauracja w urzędzie
Nieco światła na tę sprawę może rzucić nam list napisany przez jednego z mieszkańców. Opisuje on przyjęcia, które odbywały się w tej restauracji. - Sam prezydent Smogorzewski wielokrotnie gościł się w tym lokalu na suto zakrapianych imprezach. Były to imprezy zamknięte dla ludzi z zewnątrz, ale wiadomo ktoś musi im usługiwać, a więc i dużo można się było naoglądać. Gościli się też inni urzędnicy, a przyjęcia te były organizowane za półdarmo - pisze mieszkaniec. Istnienie takich imprez potwierdzają też inni, a więc restauracja w ratuszu najwyraźniej była wszystkim na rękę.
Narzędzie
w cudzych rękach
Trzeba też dodać, że rola zastępcy prezydenta Marka Pawlaka w nieupilnowaniu płacenia czynszu za lokal, może być grubo przesadzona. W końcu jego rolą jest tylko wykonywanie poleceń pryncypała. A pryncypał ponosi całkowitą odpowiedzialność za wszystko, co dzieje się w urzędzie. Należy pamiętać, że zastępca prezydenta to ktoś w rodzaju wynajętego sekretarza czy też kamerdynera. Powoływany jest na stanowisko na zasadzie dowolności, według widzi mi się prezydenta. Natomiast jego umowa o pracę ulega automatycznie rozwiązaniu, gdy pryncypał-prezydent traci swoje stanowisko. Ðziałania zastępcy, całkowicie więc podporządkowane są woli i poleceniom prezydenta.
Paweł Szyling
Reklama
Reklama

Napisz komentarz
Komentarze