
[email protected]
Chodziło o jakieś działki, o niejasnym statusie, do których nikt nie chce się przyznać. Władze twierdzą, że nie mają z nimi nic wspólnego, choć co innego wynika z urzędowych dokumentów. Mieszkańcy natomiast uważają, że to właśnie urząd powinien wyjaśnić sprawę. Dlatego też jeden z radnych zażądał takiego wyjaśnienia.
Inni jednak uznali, że to niedopuszczalne aby prezydent noszący rozliczne laury, a to mecenasa wiedzy, eko-janosika, lidera, tudzież perły samorządu, musiał zniżać się do takich odpowiedzi. Z drugiej strony, prezydent sam jest sobie winien. Znane jest bowiem powszechnie jego zamiłowanie do obracania nieruchomościami i dokonywania intratnych zakupów działek na komorniczych licytacjach. Stąd też pewnie przekonanie mieszkańców, że jeśli chodzi o handel działkami - to prezydent na pewno coś o tym musi wiedzieć.
Żądanie odpowiedzi na piśmie może wynikać też z czego innego. Nie raz bowiem radni narzekali, że prezydent wystrychnął ich na dudka. A to obiecał, że coś zrobi, a potem o tym zapomniał, a innym razem zrobił dokładnie coś odwrotnego, do tego o czym zapewniał. Niejednokrotnie też odwracał przysłowiowego kota ogonem, gdy zapewniał, że to nie on podejmował pewne decyzje, ale to radni „w swojej mądrości tak zdecydowali”, a on tylko wykonywał podejmowane przez nich uchwały.
Może też niepokorny radny chce odpowiedzi na piśmie, bo przeczytał gdzieś o sprawie prezydenckiego zegarka albo jego „nieścisłych” zeznaniach składanych nowodworskim policjantom. Tu jednak należy dziwić się naiwności radnego, bo jak wiadomo papier wszystko zniesie...
ML

Napisz komentarz
Komentarze