Deszcz, momentami rzęsisty, „płakał” nad degradacją legionowskich kopaczy nożnych. Garstka ostatnich lokalnych sympatyków futbolu, patrząc na wysiłki podopiecznych trenera Bartosza Tarachulskiego pocieszała się wspomnieniami lepszych czasów, dywagowała o przyczynach degradacji, „gdybała” o możliwościach powrotu na centralny szczebel rozgrywek. Byli też kibice Znicza. Ich bardziej obchodziło tu i teraz, choć sprawdzano też wyniki z innych boisk z udziałem Stali, Wisły Puławy, Kluczborka. Zespół znad Utraty, w przeciwieństwie do Legionovii, nie utracił jeszcze szans na utrzymanie w II lidze. W Legionowie drużyna trenera Tomasza Matuszewskiego uczyniła pierwszy krok. Jeśli za tydzień wygra u siebie z ROW-em uratuje się przed spadkiem.
Drugoligowe, mazowieckie derby nie były z pewnością „ustawką”. Gospodarze nie zamierzali ułatwiać życia rywalom z drugiej strony stolicy. Mecz był zacięty, polała się nawet krew, na mokrej murawie były też kontuzje. W tym meczu walki lepsi okazali się goście. Byli bardziej zdeterminowani i w sumie jako zespół zaprezentowali lepsze umiejętności czysto piłkarskie. Byli też bardziej skuteczni, zdobywając dwa gole.
Zwłaszcza w pierwszej połowie Znicz był stroną nadającą ton grze. Przy lepszej skuteczności już w tej odsłonie mógł przesądzić o losach meczu. Dobrze jednak spisywał się młodziutki legionowski bramkarz Mateusz Kochalski, czasami pruszkowianie partaczyli dobre okazje, nie potrafiąc np. wykorzystać sytuacji w przewadze liczebnej. Jednego gola pruszkowianie jednak zdobyli. W 35. minucie, po „kotle” pod bramką Kochalskiego, próba oddalenia zagrożenia przez Mikołaja Grzelaka trafiła pod nogi Karola Podlińskiego, a ten nie zmarnował okazji.






W drugiej połowie optyczną przewagę uzyskała Legionovia. Nasi piłkarze częściej gościli pod bramką gości. Sposobu na sforsowanie defensywy Znicza, z dobrze grającym bramkarzem Piotrem Misztalem i stoperem Piotrem Klepczarkiem na czele – znaleźć nie potrafili. Drugiego gola zdobył natomiast Znicz. Na kwadrans przed zakończeniem meczu, po mocnym wyrzucie piłki z autu z prawej strony boiska piłka znalazła się w polu karnym Legionovii i jakby „utonęła” w grząskiej murawie. Nasza defensywa nie potrafiła zareagować, największą przytomnością umysłu i refleksem wykazał się chyba Paweł Tarnawski, choć bramkę zapisano 33-letniemu Marcinowi Smolińskiemu, który przed laty w barwach warszawskiej Legiii zdobywał mistrzostwo kraju i Puchar Polski. Tak czy siak gol padł i Legionovia, choć do końca ambitnie walczyła, nie była już w stanie odrobić dwubramkowej straty.
Ostatnie drugoligowe spotkanie legionowianie rozegrają w Dzień Dziecka w Łodzi, z pierwszoligowym już de facto ŁKS-em. Data meczu ma znaczenie niemal symboliczne, bo nasza drużyna w dość „dziecinny” sposób zaprzepaściła szansę na utrzymanie się w II lidze.
Oto skład Legionovii ze spotkania z pruszkowskim Zniczem: Kochalski – Grzelak, Walencik, Nemanić (28” Wojcinowicz), Trzmiel, Leleno, Zaklika, Janković (46’ Koziara), Szumilas, Więdłocha (60’Rybkiewicz), Vasilij (46’Mazurek).
Jerzy Buze

Napisz komentarz
Komentarze