Obserwując sesję rady miasta można dojść do wniosku, że znajdujemy się w przedszkolu. Zarzuty, wyrzuty, docinki oraz osobiste wycieczki to praktycznie norma. Chciałoby się napisać, że to wstyd albo może hańba. Ale jedyne słowo jakie przychodzi do głowy to cyrk
Ale od początku. Trudno nie zauważyć, że część radnych przybywa na sesję jakby w ramach kary. Ponieważ złośliwie zostali wybrani przez mieszkańców, aby ich reprezentować. Najczęściej głosowanie wygląda identycznie: w głosowaniu brało udział 23 radnych, za podjęciem uchwały głosowało 20 radnych (sic!) przeciw lub wstrzymało się było 3 radnych. Ewentualnie sytuacja analogicznie się odwraca. Dochodzi do tego wtedy, kiedy głosowane są projekty opozycji. Ciężko nie zauważyć stosunku tych poprawnych politycznie do tych stojących po przeciwnej stronie barykady. Jak pisałem na wstępnie: wyrzuty, docinki, osobiste wycieczki. Zachowanie godne dzieci w przedszkolu. Najbardziej irytujące w całym tym zachowaniu to zupełny brak szacunku dla cudzej pracy. Nie można nie zauważyć, że większość pytań przewodniczącego o przybliżenie jakiegoś tematu spotyka się z gromkim „nie ma potrzeby”. Na czele oczywiście śpieszące się do domu kobiety, które słychać na sesji najbardziej. W moim ulubionym punkcie obrad - WOLNE WNIOSKI nie usłyszałem nic poza wnioskami trzech radnych. Za to nie brakuje podziękowań dla prezydentów, przewodniczącego za to, że nagrodził „wazeliniarstwo” przekazaniem środków na kolejną inwestycję na danym terenie.
Najbardziej smutny jest fakt, że „wybrańcy” tak jakby nie zdawali sobie sprawy z tego, że żyją z naszych podatków. Niestety patrząc na to wszystko z boku, można tylko opuścić dłonie w geście rozpaczy. Na horyzoncie nie widać bowiem innych kandydatów. Pomimo tego, że to rok wyborczy.
QK
Reklama
Reklama

Napisz komentarz
Komentarze