Dla przypomnienia: kładka musi przechodzić nad trakcją elektryczną, a więc będzie zawieszona jakieś 8 metrów nad ziemią i aby na nią wejść trzeba będzie pokonać kilkadziesiąt schodów albo skorzystać z długich na 160 m podjazdów.
Mówiono też, że w tym miejscu powinien powstać płytki tunel, który umożliwiałby ruch pieszych oraz samochodów osobowych w kierunku kościoła i cmentarza. Tego pomysłu jednak władze miasta nie podchwyciły, chociaż w momencie wymiany torów jego budowa nie byłaby zapewne ani kłopotliwa, ani zbyt kosztowna.
Tu muszę się przyznać, że nieco mnie to dziwi. W końcu każda porządna modernizacja, a szczególnie taka, która jest oczekiwana od lat, powinna się zakończyć w ten sposób, że powstaną korzystne rozwiązania i ułatwienia dla wszystkich, zarówno dla kolei jak i dla mieszkańców. Natomiast nasza nowa kładka tylko częściowo i w dodatku nieudolnie, jak proteza po wyrwanym zębie, zastąpi dotychczasowy przejazd.
Postawa samorządowców i ich tendencja do tego, aby każde, nawet mało istotne, wydarzenie obrócić w sukces, przypomina mi pewnego kolegę, który również swoje życie widział wyłącznie w różowych barwach. Jeszcze przed południem lubił wysłać do znajomych "listę swoich dzisiejszych sukcesów", którą rozpoczynał od tego, że obudził się, wstał i zjadł śniadanie...
Powinni więc uważać także samorządowcy, na to co mówią i piszą. Przedstawianie każdej rzeczy, a szczególnie takiej, która jest ich zwykłym obowiązkiem, jako wydarzenie i niezwykły sukces, zamiast uznania może bowiem narazić ich na śmieszność.
MACIEJ LERMAN
Napisz komentarz
Komentarze