Ostatnia niedziela miała być tą pierwszą z zakazem handlu. Odnotowano jednak sporą ilość przypadków niezastosowania się sklepów do przepisów ustawy o ograniczeniu handlu w niedzielę. Można przypuszczać, że w następne niedziele nie będzie lepiej, bo w ustawie pozostawiono wiele furtek, które mogą wykorzystywać pomysłowi handlowcy
Z całą pewnością związkowcy, pomysłodawcy wprowadzenia zakazu handlu w niedziele mieli dobre intencje i przyświecały im szczytne cele, jak umożliwienie pracownikom supermarketów spędzania większej ilości czasu z rodziną. Jednak same dobre chęci to za mało. Według niektórych pożądany efekt można było osiągnąć w zupełnie inny sposób, na przykład gwarantując pracownikom handlu odpowiednią ilość wolnych od pracy niedziel.
Podobnymi, szczytnymi intencjami kierował się na przykład Ruch na Rzecz Wstrzemięźliwości, który po kilkudziesięciu latach walki, doprowadził do wprowadzenia prohibicji w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Okazało się jednak, że zakaz ten był powszechnie łamany, a jego negatywne skutki przewyższyły płynące zeń korzyści. Dlatego po 13 latach ogłoszono koniec prohibicji.
Zakazy nie są bowiem najlepszym sposobem na zmienianie ludzkich zachowań i przyzwyczajeń. Sam zakaz handlu nie zagwarantuje przecież tego, że pozbawieni możliwości zakupów ludzie, pójdą do kościoła albo do teatru. Nie podejrzewam, aby miały powstawać jak w USA nielegalne czy podziemne supermarkety. Natomiast ludzie mogą na przykład, na przekór intencjom twórców ustawy, oddawać się zupełnie innym i to mało wyszukanym rozrywkom. Oczywiście po uprzednim obfitym zaopatrzeniu się w rozweselające produkty, w małym, rodzinnym osiedlowym sklepie.
Już na samym starcie okazało się, że handlowcy przechytrzyli twórców ustawy. Położone w pobliżu dworców, albo specjalnie nawet przy nich zbudowane galerie i sklepy, skrzętnie wykorzystały zapis umożliwiający sprzedaż towarów podróżnym. Duże możliwości otwierają się także, przed nie objętymi zakazem, stacjami benzynowymi. Tylko patrzeć, jak oprócz kawy i kanapek pojawią się tam stoiska warzywne, z chemią, a nawet mięsne.
Najbardziej rozczulił mnie jednak właściciel jednego z działających w niedzielę sklepów. Zapytany przez reportera, czy klienci dopisali, odpowiedział - „klientów miałem dzisiaj najwięcej od początku roku”. Po czym, poprawił się: - „ to znaczy, podróżnych odwiedzających mój sklep było dzisiaj wyjątkowo dużo”.
Miała być więc niedziela bez handlu, a wyszła - dworcowa niedziela...
ML
Reklama
Reklama

Napisz komentarz
Komentarze