Na ulicy stała starsza kobieta z szuflą w ręku i krzyczała dureń, dureń... . Oprócz niej nie było tam nikogo. Tylko na końcu ulicy widać było znikający kontur pługosolarki. Dlatego sytuacja wydawała się dość dziwna. Dopiero, gdy podszedłem bliżej zorientowałem się co się stało

[email protected]
Świeżo odśnieżony chodnik przed domem, brama oraz furtka, zostały właśnie zasypane bryłami skawalonego śniegu i lodu. Zrezygnowana kobieta stała i przyglądała się jak jej kilkudziesięciominutowa albo i parogodzinna praca została obrócona w niebyt. Nie było to w żadnym odległym kraju, ani w odległych czasach, ale kilka dni temu w Legionowie na jednej z głównych ulic miasta. W dodatku nie był to jakiś nadzwyczajny przypadek, ale codzienny pokaz pracy służb miejskich w naszym mieście.
Nie wiem także, czy wszyscy kierowcy pługosolarek to durnie, czy też ja mam podobnego pecha jak wspomniana już starsza pani. Od kilku tygodni bowiem, nawet gdy jeszcze nie było śniegu, pługosolarka codziennie posypywała moją ulicę piachem z solą, nie zważając przy okazji na okoliczną roślinność czy też zaparkowane samochody. W efekcie samochód został oblepiony brunatną breją prawie do połowy drzwi. A gdy spadł śnieg, pługosolarka natychmiast zasypała odśnieżony przeze mnie wjazd do bramy.
Niestety zjawisko to obserwuję co najmniej od kilku lat i nadal nie wiem czy jest efektem nadgorliwości czy zwykłej głupoty. Z jednej strony mieszkańcy, często ludzie starsi i schorowani, wyręczają miejskie służby oczyszczając chodniki po każdym większym opadzie śniegu. Z drugiej zaś, pracownicy urzędu lub zatrudnione przez nich firmy wykazują się wyjątkowym brakiem szacunku dla pracy mieszkańców.
Być może to kolejny argument za tym, aby powinność oczyszczania chodników w mieście zdjąć z barków mieszkańców i przerzucić ją w całości na miejskie służby. Inaczej będzie to dalej wyglądać jak zabawa w ciuciubabkę. Co mieszkańcy odśnieżą to pługosolarka zaraz zasypie i tak w koło...
ML.

Napisz komentarz
Komentarze