
Warto przypomnieć, że nasze miasto jest już dziś najgęściej zaludnionym miastem w Polsce, w którego centrum nie ma gdzie zaparkować, a na obrzeżach nie ma już prawie wolnej od zabudowy przestrzeni. Dlatego nic dziwnego w tym, że tak ważne zmiany wprowadzane są przez władze miasta, bez rozgłosu, bez konsultacji z mieszkańcami, żeby nie powiedzieć tylnymi drzwiami... .
Nie wyobrażam sobie bowiem szeregowego mieszkańca, nie dewelopera i nie handlarza nieruchomościami, który byłby za ich wprowadzeniem. Nikt normalny nie chciałby przecież mnożyć sobie problemów, z którymi i tak nie może już sobie poradzić. Tymczasem budynki w centrum miałyby być nawet dwa razy wyższe, a niezabudowana powierzchnia czyli tzw. powierzchnia biologicznie czynna mogłaby być zmniejszona do zaledwie 5% wielkości działki.
Dowodem na to, że prezydent i radni nie chcą, aby o tym co im się szykuje dowiedzieli się mieszkańcy, jest sposób, w jaki władze informują o swoich planach. Na przykład na jednym z etapów tworzenia tego studium, publiczną dyskusję nad zawartymi w nim zapisami zaplanowano w poniedziałek o godzinie 13.00, a w dodatku były to chyba wakacje, a więc i sezon urlopowy. Warto było jednak tam być. Oprócz mnie, w 54-tysięcznym mieście, zwykłych mieszkańców można było bowiem policzyć na palcach jednej ręki.
Dzięki szczerości projektantki, dowiedzieliśmy się na przykład, że konkretne zapisy dla danego terenu - to nie jej pomysł. Stwierdziła bowiem, że wprowadza ona do studium tylko to, czego życzą sobie władze miasta. Dlatego między bajki można włożyć informację, jaką otrzymaliśmy z legionowskiego ratusza, że wprowadzenie zapisu, iż minimalna powierzchnia działki budowlanej w kwartale ulic: Jagiellońska, Słowackiego, Mrugacza i Piłsudskiego ma wynosić jeden hektar - to pomysł planistów.
Być może nawet bym w to uwierzył, gdyby tak nielogiczny zapis obowiązywał w całym centrum. Tymczasem wszędzie dookoła, na przykład po drugiej stronie ulicy nowe zapisy pozwalają na działkach 250 metrowych realizować zabudowę bliźniaczą, a na 400 metrowych można budować nawet wielorodzinne bloki. Tylko, że tam kto inny jest właścicielem i nie ma żadnych tego typu ograniczeń. Podobno nawet sam prezydent kupił, na przeciwko, działki dla siebie i rodziny...
ML
Napisz komentarz
Komentarze