Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
czwartek, 4 czerwca 2026 22:48
Reklama
Reklama

KULTURA. Skrzypek doskonały - Konstanty Andrzej Kulka w Legionowie

KULTURA. Skrzypek doskonały - Konstanty Andrzej Kulka w Legionowie
31969_32590

Autor: Dzięki grze Konstantego Andrzeja Kulki, wzorowej i wzorcowej, wiemy już, jak powinny brzmieć majstersztyki Geminianiego, Bacha, Lipińskiego i Wieniawskiego Fot. MOK

Dzięki grze Konstantego Andrzeja Kulki, wzorowej i wzorcowej, wiemy już, jak powinny brzmieć majstersztyki Geminianiego, Bacha, Lipińskiego i Wieniawskiego
Fot. MOK


Soczysty ton, sprawność palcowa pozwalająca igrać z trudnościami technicznymi, dbałość o precyzyjne wydobycie wszystkich efektownych detali – tak można pokrótce scharakteryzować sztukę wykonawczą K. A. Kulki, który 28 X wystąpił przed tłumnie przybyłą i oczarowaną publicznością


Długie lata ćwiczeń, studiów, niezliczone koncerty w najrozmaitszych salach i uzyskana dzięki temu rutyna (w dobrym tego słowa znaczeniu) oraz szczerozłoty talent – jedno i drugie sprawia, że artysta czuje się na estradzie w swoim żywiole. Przyczyną tremy może być jedynie nadmierna wilgotność powietrza, ujawniająca się niespodzianie wada struny i tym podobne, zależne od siły wyższej czynniki. Nie istnieje natomiast obawa, która nęka solistę młodego, mało doświadczonego: że się po prostu sypnie. W przypadku naszego wirtuoza jest to nie do pomyślenia.
O programie i sposobie jego realizacji można powiedzieć krótko: z majsterstwem wykonane majstersztyki. Oto one: Geminiani – Affettuoso i giga, Bach – dwie części Partity E-dur, Wieniawski – Legenda, Polonez i Obertas, Lipiński – Kaprys i Wariacje na temat „Kopciuszka” Rossiniego. Ten ostatni utwór dał maestrze największe pole do popisu; była to wirtuozeria olśniewająca, chwilami – mówiąc kwieciście, lecz bez przesady – zapierająca dech w piersiach. O bisie, czyli Mazurku Wieniawskiego można rzec, iż był nie tyle zagrany, co wypieszczony.
Przymknięte oczy Profesora świadczyły, że w maksymalnym skupieniu czuwa nad każdym rodzącym się pod palcami dźwiękiem.
Pianista Michał Jung był w roli akompaniatora skromny, dyskretny. Rozumiał swe zadanie podobnie jak wytrawny złotnik: nadać diamentowi taką oprawę, aby szlachetny kamień zajaśniał pełnym blaskiem. Wspólne muzykowanie, zarówno w trakcie prób, jak i podczas samego koncertu, stanowiło dla pana Michała przeżycie podnoszące – jak wyznał – poziom adrenaliny w żyłach.

Antoni Kawczyński

Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

NAJNOWSZE E-WYDANIE
Mazowieckie To i Owo nr 49
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama