
[email protected]
Problem jednak w tym, że nikt nie zapytał o zdanie mieszkańców i władz sąsiedniej Jabłonny, która miałaby ponieść straty terytorialne na rzecz Legionowa. Pomijając fakt, że takie działanie jest po prostu mało eleganckie, trudno także znaleźć dla niego logiczne wytłumaczenie. Większość, bo ponad 90 proc. terenów, na które chrapkę ma Legionowo należy do Lasów Państwowych, a więc prawdopodobnie i tak nie da się nic z nich uszczknąć pod budownictwo.
Trzeba także pamiętać, że taki sposób rozmowy z sąsiadami może budzić niezbyt ciekawe historycznie konotacje. W końcu przestrzeń, która należy do Jabłonny, a której „potrzebuje” Legionowo znajduje się na wschodzie. Puszczając nieco wodzę wyobraźni, można sobie tylko wyobrazić jak My byśmy się czuli, gdyby bogatszy i silniejszy sąsiad z zachodu, podjął uchwałę, że zamierza zmienić granice i przyłączyć sobie należące do nas tereny. Czy czegoś nam to nie przypomina?
Z wyjaśnień władz wynika, że chodzi o polepszenie bytu kilku mieszkańcom, którzy nie mogą liczyć na większe inwestycje ze strony gminy Jabłonna. Prezydent mówił też o ewentualnej budowie jakiejś drogi oraz ulicznego oświetlenia wzdłuż ulicy Strużańskiej. A może chodzi o to, jak stwierdził jeden z deweloperów, że w Legionowie łatwiej można „załatwić” sobie korzystne zmiany w planie zagospodarowania przestrzennego?
Rozmawiając z wieloma ludźmi i zasięgając, gdzie tylko się da opinii na ten temat, w końcu wyrobiłem sobie zdanie. Być może sprawa jest dużo bardziej przyziemna niż początkowo mogło się wydawać. Okazuje się, że prezydent codziennie jeździ do Józefowa drogą, której nie oświetlają latarnie.
Może więc, te 500 hektarów trzeba przyłączyć do Legionowa, aby prezydentowi oświetlić drogę do domu. Są jednak i tacy, którzy uważają, że aby zjeść ciastko, nie trzeba od razu kupować całej cukierni...
ML

Napisz komentarz
Komentarze