Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
czwartek, 4 czerwca 2026 22:49
Reklama
Reklama

JABŁONNA. Kwartety z epoki romantyzmu - Pałacowe spotkanie z muzyką kameralną

JABŁONNA. Kwartety z epoki romantyzmu - Pałacowe spotkanie z muzyką kameralną
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Autor: OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wykonawcy koncertu danego 15 X: pianista Grzegorz Gorczyca, skrzypaczka Magdalena Szczepanowska, altowiolista Damian Kułakowski, wiolonczelista Piotr Hausenplas



Antoni Kawczyński


Gustawa Mahlera znamy przede wszystkim jako autora kolosalnych symfonii. Ósma, ze względu na liczbę wykonawców, zwana jest Symfonią tysiąca. A tu nadarza się sposobność wysłuchania Mahlerowskiego Kwartetu fortepianowego, utworu dla czterech zaledwie wykonawców. I okazuje się, że frajda wcale nie musi być mniejsza. Może nawet – wskutek tego, że kompozytor rezygnując z zewnętrznego efektu skupia się na samej muzyce – przeżycie słuchacza jest właśnie większe, silniejsze, wartościowsze.
Książki o Janie Brahmsie informują, że geneza Kwartetu fortepianowego c-moll op. 60 wiąże się z nieszczęśliwą miłością kompozytora do Klary Schumann. Można zatem potraktować to dzieło jako programowe. Zapytałem muzyków, czy istotnie tak je traktowali. Odpowiedź: idee muzyczne, jakie Kwartet zawiera, są tak ważkie i absorbujące, że przy opracowywaniu tego majstersztyku wszelkie biograficzne epizody w ogóle nie były brane pod uwagę. Nie ma żadnego znaczenia, czy Brahms kochał się nieszczęśliwie, tak jak nie jest ważne, czy Chopinowskie Preludium zwane „deszczowym” istotnie powstało pod wpływem odgłosu padających z nieba kropel.
Na zakończenie zabrzmiał Kwartet fortepianowy Es-dur op. 47 Roberta Schumanna. Na tle poprzednich – raczej pogodny, będący otrząśnięciem się ze smutku, jakim ociekały tamte. I chyba najpiękniejszy z jego szerokim oddechem, logicznym tokiem, polotem, bogatą inwencją melodyczną.
Muzycy grali jak w transie. Dźwięk fortepianu, jakże różny od dźwięku instrumentów smyczkowych, stwarzał kontrast i zarazem harmonię. Zdaje się, że krągłe ściany Sali Balowej bardzo sprzyjają akustyce (dźwięk nośny, lecz bez pogłosu). Z niedowierzaniem patrzyło się na skrzypce; ich niepokaźne rozmiary nie zapowiadały takiej potęgi brzmienia. Skrzypaczka, operując tonem wielkim, intensywnym, dostarczała uszom odbiorców wrażeń czysto zmysłowych. Zmysłowy czar idący w parze z urokiem samej melodii.

Antoni Kawczyński

Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

NAJNOWSZE E-WYDANIE
Mazowieckie To i Owo nr 49
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama