
Ale to już przeszłość. Codziennie bowiem, na naszych oczach, ludzie wymyślają nowe, zaskakujące sposoby, którymi chcą nas zadziwić. Wczoraj dowiedziałem się właśnie o bardzo ciekawym przypadku z naszego terenu.
Właściciel nielegalnej fabryki, można by powiedzieć takiej wytwórni działającej „na kartę rowerową”, przez całe lata był nie do ruszenia. Wysyłane kontrole okazywały się nieskuteczne, bo nie mogły mu nic zarzucić. Swoje czynności rozpoczynały bowiem od sprawdzenia dokumentacji i wszelkich zezwoleń, a on ich po prostu nigdy nie posiadał. Nie można było więc stwierdzić, że cokolwiek robił niezgodnie z pozwoleniem.
Po latach starań, urzędnicy doprowadzili jednak do wydania decyzji, która raz na zawsze miała ukrócić nielegalną działalność. Nie pomogły nawet skargi i odwołania. Nielegalna fabryka miała być rozebrana, co potwierdziły wyroki sądowe. Do ich wyegzekwowania wysłano urzędnika - inspektora nadzoru budowlanego, który miał dopilnować wykonania rozbiórki nielegalnie wzniesionych elementów fabryki, a jednocześnie zapewnić przestrzeganie prawa.
Niepogodzony z wyrokami Temidy przedsiębiorca nie chciał się jednak poddać i postanowił pokonać swoich oprawców ich własną urzędową bronią. Najpierw wymyślał przeróżne, wręcz absurdalne przeszkody, które stawały mu na drodze do wykonania wyroku. Przez dłuższy czas na przykład, rozbiórkę uniemożliwiał okres lęgowy ptaków gniazdujących podobno na terenie fabryki. Później przyciśnięty do muru, przy pomocy prawnika złożył odpowiednie zawiadomienie do prokuratury.
W swoim geniuszu, oskarżył inspektora podejmującego względem niego urzędowe czynności, o nękanie, fałszerstwo itd. To tak, jakby ścigany przez policję złoczyńca, po przyłapaniu go na gorącym uczynku, jeszcze w trakcie pościgu, zadzwonił do prokuratury i poprosił o ochronę przed ścigającymi.
Czas pokaże, jaki będzie finał tej sprawy i kto na końcu będzie górą. Podejrzewam jednak, że „fabrykant, ornitolog”, a przede wszystkim radny, jak zwykle wyjdzie z tego obronną ręką...
ML

Napisz komentarz
Komentarze