
Fot. fotoMiD
Do przerwy spotkania w Mielcu legionowscy szczypiorniści prowadzili różnicą pięciu bramek. Całe spotkanie wygrali jednak gospodarze, mając na plusie cztery gole. Wniosek? Ten generalny jest taki, że jedna połówka na „Czeczeńców” (tak od kilku sezonów określa się mielecką siódemkę) – to za mało…
Faworytem sobotniego spotkania byli mielczanie, choćby z racji tego, że nie tak dawno, w Memoriale A. Weryńskiego, zdominowali naszą drużynę, wygrywając przekonywująco 38-25. Tymczasem w walce o ligowe punkty wydawało się, że zespół trenera Marcina Smolarczyka wyciągnął właściwe wnioski z tamtego „lania”. Nasi dobrze wyszli w spotkanie, grali zdecydowanie w obronie, skutecznie w ofensywie. Bardzo dobry mecz w legionowskiej bramce rozgrywał Mikołaj Krekora, choć jego vis a vis, 20-letniemu Tomaszowi Wiśniewskiemu też niewiele można zarzucić. Nasi prowadzili 2-0, 8-5, 10-5, potem już tylko 13-11, a nawet w 34. minucie tylko 14-13. Końcówka pierwszej połowy była jednak w wykonaniu naszej drużyny piorunująca. W ataku szalał Kamil Ciok, wspierali go dzielnie Kacper Adamski i debiutujący tym meczem w naszym zespole, 20-letni skrzydłowy Michał Grabowski. Warto jeszcze dodać, że nasza drużyna musiała sobie radzić bez swojego kapitana Michała Prątnickiego, który musiał na skutek kontuzji opuścić parkiet po kilkunastu minutach gry.

Po pięciu minutach drugiej połowy nasz zespół prowadził jeszcze 20-16, ale już na 18 minut przed zakończeniem spotkanie na tablicy wyników pojawił się po raz pierwszy remis (21-21). Pięć minut później po bramce swojego doświadczonego skrzydłowego Michała Janysta, „Czeczeńcy” po raz pierwszy w tym spotkaniu wyszli na prowadzenie (24-23). Nie oddali już tego prowadzenie do końca spotkania. W bramce mieleckiej Stali cudów dokonywał wspomniany M. Wiśniewski, w ofensywie gospodarzy rozszalał się 32-letni, nowy chorwacki rozgrywający Stali - Rudolf Cuzić. Zdobył w decydujących o losach meczu cztery gole. Nasi walczyli ambitnie, starali się grać do końca. Nie pomogły jednak bramki Pawła Kowalika, dwa trafienia Wiktora Jędrzejewskiego, gol M. Grabowskiego.za sprawą „Cuzić show” w końcówce to gospodarze wygrali to emocjonujące spotkanie.
Czego zabrakło do zwycięstwa naszej drużynie? Nie sądzę, że ambicji czy woli walki. Może trochę sił, bo kontuzja M. Prątnickiego ograniczyła pole manewru w ofensywie. Być może nasz zespół trochę uśpiło także wyraźnie po pierwszej połówce., Nie docenili należycie olbrzymiej determinacji „Czeczeńców”, którzy z reguły drugie odsłony spotkań mieli słabsze. Okazuje się jednak, że od każdej reguły są wyjątki. Tym więc razem „serducho” zostawione na parkiecie w Mielcu nie wystarczyło.

Czy sympatycy KPR legionowo doczekają się zwycięstwa swych ulubieńców w trzeciej kolejce rozgrywek PGNiG Superlig?. Zespół M. Smolarczyka podejmuje Piotrkowianina (niedziela, godz. 16), który w drugiej kolejce był o krok od sprawienie olbrzymiej sensacji. Zespół Dmytro Zinczuka dopiero po rzutach karnych przegrał z Azotami Puławy.
Stal Mielec – KPR legionowo 32-28 (13-18). KPR: Krekora, Kujawa – Ignasiak (2) Prątnicki (1), Adamski (4), Jędrzejewski (3), Ciok (6), Grabowski (6), Fugiel, Kowalik (1), Brinovec (2), Rutkowski (3), Gawęcki, Niedziółka.
Dla gospodarzy najętej bramek zdobyli: 8 – R. Cuzić, 7 – Rafał Krupa, po 4 – Tomasz Mochocki,, Ł. Janyst, Wiktor Kawka.
(jb)
Fot: fotoMiD


Napisz komentarz
Komentarze