
[email protected]
Dlatego zastępca prezydenta przebąkiwał coś o powołaniu specjalnego zespołu do walki z podtopieniami. Inni rozwodzili się nad częstotliwością czyszczenia studzienek ściekowych oraz wąskich gardłach na wylotach do Wisły.
Radni popierający prezydenta nie chcieli słuchać argumentów opozycyjnego radnego, który wskazywał, iż powodem tych wszystkich kłopotów jest nadmierne zagęszczenie zabudowy w mieście i brak możliwości szybkiego odprowadzenia wód deszczowych. Z kolei przewodniczący rady stwierdził, że mieszkańcy sami są sobie winni. I on dziwi się ludziom, którzy się dziwią, bo – jego zdaniem – w końcu sami budują domy na bagnach.
Dywagacjom tym przysłuchiwałem się z pewnym niedowierzaniem. W końcu, nie dalej jak dwa miesiące temu, ci sami radni uchwalili nowe studium zagospodarowania przestrzennego miasta. A w nim... teren od dawna przeznaczony pod zbiorniki retencyjne, które miały służyć właśnie do odprowadzania wód deszczowych, „przekwalifikowali” pod budownictwo mieszkaniowe.
Natomiast nowych miejsc na takie zbiorniki, oczywiście nie wyznaczyli. Gdzie indziej z kolei podwyższali wskaźniki intensywności zabudowy, a więc godzili się na jeszcze większe zagęszczenie budynków. Najwyraźniej zapomnieli, że zaledwie 7 lat temu, na granicy z Jabłonną, dzięki wodom odprowadzonym z Legionowa powstało jezioro, a walka z podtopieniami trwała kilka miesięcy.
Tak więc okazuje się, że zamiast zespołu ds. walki z podtopieniami, bardziej potrzebny jest inny zespół – taki do walki z krótkowzrocznością.
ML

Napisz komentarz
Komentarze