Przejście przez tory na Kozłówce, w ciągu ulic Krasińskiego i Smereka, budzi kontrowersje od samego początku swojego istnienia. Niejednokrotnie na otwarcieszlabanu trzeba czekać ponad 15 min.
Legionowo podzielone jest torami na 3 części, aby pokonać torowisko mieszkańcy muszą przejść przez jedno z kilku przejść. Jedno z nich jest owiane bardzo złą sławą. Mowa tu o przejściu przez tory na przedłużeniu ulicy Krasińskiego od Kościuszki do Smereka.
Od tragedii jeden krok
Przejście dla pieszych przez tory w okolicy legionowskiego osiedla Kozłówka to miejsce, które prosi się o tragedię. Notorycznie szlabany są zamknięte przez bardzo długi czas. Kiedy pod rogatkami z jednej i drugiej strony rosną tłumy oczekujących, da się usłyszeć szemrania i przekleństwa w stronę feralnego przejścia. Ludzie czekają, ale niektórym nie starcza cierpliwości i decydują się na przejście pod zamkniętym szlabanem albo obchodzą go bokiem. Jest to niezwykle niebezpieczne, ponieważ jeżdżą tam nie tylko pociągi Kolei Mazowieckich, PLK i składy towarowe, ale także szybkie pociągi Pendolino. – Raz może się udać, ale drugi raz może być już tym ostatnim. Ludzie się przyzwyczaili, że szlabany są zamknięte a nic nie jedzie, dlatego przechodzą. Tymczasem niekiedy pociągi jadą 2 albo i 3 jeden po drugim – relacjonuje nam pani Marta, jedna z oczekujących na przejście przez tory.
Alternatywne przejścia
Dla tych, którzy nie mają dużo cierpliwości i nie chcą trafić na zamknięte rogatki w okolicy znajdują się dwa inne przejścia. Kładka w ciągu ulic Wyszyńskiego i Parkowej, w miejscu starego przejazdu oraz podziemne przejście przy stacji Legionowo. Jednak do obu alternatywnych przejść jest ponad pół kilometra. Dla okolicznych mieszkańców, którymi nierzadko są starsi ludzi to odległość bardzo duża. Przejście przez tory w okolicy os. Kozłówka jest też jedynym tzw. przejściem dla pieszych w poziomie, które może pokonać, bez większych problemów, starszy człowiek. Dlatego tylko niewielka liczba osób wybiera dłuższą drogę i jedzie do kładki bądź przejścia podziemnego na stacji.
Szukanie rozwiązań
Zdarza się, że od strony ulicy Smereka na niecierpliwych czekają policjanci, co odstrasza od przechodzenia pod szlabanem, ale to rozwiązanie tymczasowe. Radiowóz odjeżdża, szlaban zamyka się na kolejne długie minuty, a ludzie znowu się niecierpliwią. Monitoring na przejściu też nie pomaga w zapobieganiu takim zachowaniom. Kto odpowiada za taki stan rzeczy? Dlaczego czas oczekiwania na przejście przez tory jest taki długi? Te pytania zadaliśmy Mirosławowi Siemieniecowi, rzecznikowi prasowemu PKP PLK. Niestety do zamknięcia numeru nie uzyskaliśmy na nie odpowiedzi.
KT.
Reklama
LEGIONOWO. Raz się uda, a raz nie... Feralne przejście przez tory na Kozłówce
- 27.08.2017 17:30
Reklama

Napisz komentarz
Komentarze