Problemu na ul. Olszankowej na pierwszy rzut oka nie widać, za to czuć. Mieszkańcy mówią o fetorze gnijących odpadów, rojach much i biegających po podwórkach szczurach. Twierdzą, że od kilku lat problem tylko narasta, bo obecna firma nie wywozi odpadów z terenu ciepłowni.
- Kiedy był Remondis wszystko było inaczej. Płaciliśmy odrobinę więcej, ale oni mieli chyba własne składowiska. Wszystko na bieżąco wywozili. Teraz nikt się tym nie zajmuje – opowiada jeden z sąsiadów.
Odpady na terenie PEC rzeczywiście nie wyglądają na przywiezione nie dawno. Gnijące hałdy kompostu i innych śmieci porozrzucane są po dużym placu, ale szczurów nie widać.
- Za dnia nie przychodzą. Trzeba tu przyjść po zmierzchu – mówią sąsiedzi. Niektórzy twierdzą, że jest ich tak dużo, że kończy im się jedzenie na wysypisku i wtedy wędrują do komórek. - Otrułem już chyba 7 szczurów. Są tak duże jak koty – zapewnia jeden z mieszkańców. Inni mówią, że gorzej było jak śmieciarki stały bliżej ulicy. Wtedy gryzonie miały się wspinać nawet po samochodach.
- Do mnie dzięki Bogu nie przychodzą, ale wczoraj to był tak potworny smród, że nie idzie na podwórko wyjść. Dziś wiatr jest w innym kierunku to jest lepiej – opowiada jedna z sąsiadek. - Tu nie daleko powstaje nowe osiedle, tak nie można – dodaje. Ale oprócz smrodu szczurów mieszkańcom żyć nie dają też muchy. - Jest ich tysiące, musimy truć muchozolem. Czasami to wygląda jak roje pszczół, a okna w taką pogodę musimy przecież otwierać – tłumaczą sąsiedzi.
O problemie mieszkańców chcieliśmy zapytać władze miasta, pod które podlega PEC. Do chwili zamknięcia numeru nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Robert Wierzchoński





Napisz komentarz
Komentarze