Pomimo szczerej sympatii dla wielu lokalnych włodarzy, ograniczenie ilości kadencji dla przedstawicieli władzy wykonawczej, do której się zaliczają, wydaje się być bowiem absolutną koniecznością. Dowodem na to są ostatnie referenda w sprawie włączenia gmin z naszego powiatu do aglomeracji warszawskiej. Okazało się, że rządzący już od kilkunastu lat włodarze, bez problemu potrafią tak zorganizować referendum, aby osiągnąć dla siebie zawsze pozytywny rezultat.
Wyniki głosowań były bowiem po ich myśli i zbliżały się do 100 proc. (94 proc. i 96 proc.), podobnie jak to było w dawnym NRD, czy obecnie zdarza się na Białorusi albo w państwach o podobnych systemach, które trudno nazwać demokratycznymi. To chyba nie przypadek.
Trzeba też przypomnieć, że referenda te były o przysłowiową pietruszkę czyli dotyczyły mglistych projektów, które w dodatku zostały już wycofane. Dlatego tym większy podziw dla włodarzy, że udało im się tak skutecznie zmobilizować elektorat. Zapewne przy kolejnej takiej okazji uda im się jeszcze poprawić te wyniki.
Trudno jednak się temu dziwić, władza jaka znalazła się w ich rękach, na lokalnym podwórku jest niemal absolutna i nie podlega właściwie żadnej kontroli. Albo kontrola taka jak na przykład, ta sprawowana przez Regionalne Izby Obrachunkowe jest tylko iluzoryczna.

[email protected]
W naszym systemie włodarz jest bowiem udzielnym księciem, który dzieli i rządzi. Przede wszystkim jednak ma możliwość rozdzielania pieniędzy i dawania pracy. Stąd też krążące legendy o zatrudnianiu członków rodziny i znajomych, ustawionych przetargach i rosnących fortunach. Przy okazji, obowiązujące przepisy są dla nich bardzo dogodne. W samorządach z łatwością można obyć się bez przetargów i zrezygnować z konkursów na intratne stanowiska.
Dziwię się też rządzącym, że ugięli się pod naciskiem samorządowców. Przecież jedyne zmiany w samorządach, jakie większość z nich gotowa jest zaaprobować to – wydłużenie kadencji oraz możliwość dziedziczenia stanowiska.
ML
Napisz komentarz
Komentarze