Do całego, wydawać by się mogło kuriozalnego zdarzenia doszło w środę 19 kwietnia w jednym ze sklepów przy ul. Kopernika w Legionowie. W toalecie budynku sprzedawca zauważył szczura. Ponad pół kilogramowy gryzoń zaklinował się w muszli klozetowej.
Utknął w sedesie
– Najpierw zadzwoniłem po właścicielkę posesji i rozmawiamy, co z tym zrobić. Kombinowaliśmy, że może samemu go wyciągnąć, ale co jak ugryzie? Leczenie i seria zastrzyków, bo przecież szczury różne choroby przenoszą – opowiada mężczyzna. Zaczął on dzwonić po wszystkich instytucjach, które mogłyby zajmować się gryzoniami. Pierwszy telefon wykonał więc do straży miejskiej, gdzie opowiedział o swoim problemie. – Strażnik, który odebrał telefon zastanawiał się jak mogą mi pomóc, aż w końcu przyznał, że nie mają żadnych możliwości – kontynuował mężczyzna. Następny telefon wykręcił do straży pożarnej. Strażacy z legionowskiej jednostki po kilku minutach dotarli na miejsce, jednak również nie pomogli.
Chopin nie pomoże
– Dzwonię tam (do UM), odebrała urzędniczka, której opowiedziałem po raz kolejny tego dnia tą samą historię. W końcu powiedziała, że przełączy mnie do odpowiedniego referatu, no i... czekam. Czekam, a w tle gra muzyczka Chopina. Rozmowa powróciła, nikt nie odebrał. Dziewczyna podała mi bezpośredni numer do referatu, więc znów dzwonię, a tam znów tylko gra... Chopin. Dzwoniłem kilka razy, ale znów to samo, więc co? Przecież Chopin nie żyje, to mi nie pomoże, szczura nie wyciągnie – opowiada mężczyzna. W końcu w starostwie powiatowym poradzono mu aby wezwał sobie firmę deratyzacyjną. – Po 1,5 godziny przyjechali , a całą sprawę załatwili w 5 minut, a za usługę zapłaciłem 246 zł. Za co więc płacę podatki? Gdzie są odpowiednie służby? – zastanawia się mężczyzna.
Szczury w gestii sanepidu
Jak się dowiedzieliśmy straż miejska nie jest przygotowana na takie sytuacje, a miasto nie ma opracowanych procedur postępowania. Wydział Gospodarki Komunalnej UM został poinformowany o całym zajściu i ma ponoć zwrócić się do Powiatowego Lekarza Weterynarii w Nowym Dworze Maz., żeby ten, opracował dla Legionowa odpowiednie procedury. – Generalnie to nie jest moja działka, tylko Inspekcji Sanitarnej, bo to nie jest ochrona zwierząt, tylko ochrona ludności przed chorobami. Każdy właściciel terenu powinien utrzymać go w odpowiednim stanie sanitarnym, a więc i deratyzacja, ciąży na właścicielu terenu – sprawę skomentował Maciej Wierzchoń, Powiatowy Lekarz Weterynarii w Nowym Dworze. Jednocześnie dodał on, że gdyby taka sytuacja zdarzyła się na terenie miejskim, to obowiązek taki spoczywa na mieście, które powinno mieć do tego odpowiednią komórkę.
DB

Napisz komentarz
Komentarze