Władze miasta wbrew zakazowi prowadziły kampanię referendalną na terenie urzędu. Natomiast prezydent Roman Smogorzewski, jak wynika z naszych ustaleń, świadomie łamał prawo, pozwalając na wywieszenie, a następnie nie chcąc usunąć baneru, który jednoznacznie wskazywał jak mają głosować mieszkańcy
Wróćmy do kampanii, która poprzedzała referendum z 26 marca br. ws. włączenia Legionowa do metropolii warszawskiej. Dotarliśmy bowiem do mieszkańca, który spowodował usunięcie z miejskiego ratusza baneru, który jednoznacznie instruował mieszkańców, na co mają oddawać głosy.
Niezgodnie z prawem
Zgodnie z przepisami ustawy o referendum lokalnym „Zabrania się prowadzenia kampanii referendalnej m.in. na terenie: urzędów administracji rządowej i samorządowej oraz sądów”. Tymczasem w legionowskich urzędach nie tylko rozwieszone były plakaty, ale także rozdawano ulotki oraz gazety zawierające jednostronną propagandę referendalną. Zauważył to to jeden z mieszkańców, który postanowił zwrócić na to uwagę legionowskim władzom. W tym celu udał się do ratusza. Był czwartek (24.03) ok godz. 11. Na początku skierowano go do zastępcy prezydenta Piotra Zadrożnego. Ten poinformował mieszkańca, że nie podejmie decyzji o zdjęciu z fasady ratusza baneru łamiącego ustawę i nie ma o czym dyskutować. Powiedział również mieszkańcowi, że może on wezwać policję. Mieszkaniec uczynił to telefonicznie jeszcze w jego gabinecie.
Sami się prosili
Z relacji mieszkańca wynika, że zaraz potem pojawił się prezydent Roman Smogorzewski. Obiecał on mieszkańcowi, że baner, który naruszał ustawę, zostanie zaraz zdjęty z urzędu. Niebawem też pojawiło się dwóch, wcześniej wezwanych funkcjonariuszy policji. Gdy usłyszeli oni o przyrzeczeniu prezydenta odstąpili oni od dalszych czynności. I sprawa wydawała się zakończona.
– Kiedy 4 godziny później ok. 15 przejeżdżałem pod ratuszem i zobaczyłem nadal wiszący propagandowy baner, wzbudziło to we mnie gniew. Dlatego od razu poszedłem do prezydenta Smogorzewskiego, aby mu powiedzieć, że nie dotrzymał obietnicy – opowiada mieszkaniec.
Słowa trzeba dotrzymywać
Z relacji naszego świadka wynika, że tym razem prezydent Smogorzewski był opryskliwy wręcz agresywny. – Powiedział mi, że wcześniej nie mówił (precyzyjnie), kiedy baner zostanie zdjęty. Po tych słowach, jeszcze w jego gabinecie wykręciłem numer policji. Wówczas prezydent wyprosił mnie. – opowiada mieszkaniec. Niebawem pojawiło się 3 policjantów, którzy poinstruowali go, że w zaistniałej sytuacji może złożyć pozew do sądu. Dlatego nie czekając na dalsze wyjaśnienia, mieszkaniec pojechał wprost do sądu. Gdy złożył pospiesznie napisany pozew była godz. 15.36. Okazało się, że o 15.45, a więc 9 minut później baner został usunięty z fasady ratusza.
Obecnie postępowanie w tej sprawie prowadzi legionowska policja. O postępach tego śledztwa będziemy informować na łamach TiO.
KS
Reklama
LEGIONOWO. Prezydent obiecał, a potem nie dotrzymał słowa
- 07.04.2017 12:03
Reklama

Napisz komentarz
Komentarze