Czwartkowe spotkanie przeciwko zespołowi trenerów Damiana Wleklaka i Marcina Lijewskiego tylko przez pierwsze minuty było wyrównane. Potem goście zaczęli budować swoją przewagę,” odjeżdżać „ z wynikiem. Grali twardo i zdecydowanie w obronie, szybciej i w bardziej urozmaicony sposób w ataku. Tworzyli wyrównany, dobrze rozumiejący się team. Z naszych szczypiornistów, przetrzebionych kontuzjami , „straszących” króciutko ławką - uchodziło powietrze. Wydawało się, że nawarstwiające się zmęczenie całym sezonem, wyssało z dzielnej jedenastki ( tylu legionowskich szczypiornistów wpisywanych jest ostatni do protokołu meczowego) - wszystkie soki. Manko legionowian do przerwy wynosiło osiem bramek i losy spotkania były w zasadzie przesądzone.

Tylko w zasadzie, bo zespół znad morza po przerwie w pewnym momencie stanął, a nasi wykrzesali z siebie resztę sił. Legionowianie zaczęli odrabiać straty, zademonstrowali kilka akcji świadczących o tym, że mimo ogromnego zmęczenia w szczypiorniaka grać przecież potrafią. Na 41 sekund przed końcową syreną , przy wyniku 25-27, do rzutu karnego podszedł Witek Titow, ale Maciej Pieńczewski obronił jego strzał. Zwycięstwo gości stało się faktem.

Czwartkowe spotkanie oglądałem w minorowym nastroju. Przypominało sportową stypę, zwłaszcza wtedy, gdy goście bezlitośnie „leli” naszych. Powszechnie znane kłopoty finansowe klubu, wiadomości o kolejnych zawodnikach opuszczających Legionowo, potęgowało natarczywą myśl, że to być może ostatni, domowy występ naszej drużyny w superlidze. Kiedy więc w przerwie spotkania na parkiecie pojawił się nowy prezes klubu, warszawski radca prawny, Grzegorz Choromański pomyślałem przez chwilę – oto syndyk masy upadłościowej legionowskiego szczypiorniaka. Oglądający ze mną mecz Andrzej Domaszewicz (dzięki któremu szczypiorniak w XXI wieku, w mieście zaistniał i Legionowo poruszył) wlał w me skołatane serce odrobinę otuchy, twierdząc, że nie wszystko chyba stracone. Wiem, podobno rozmowy jeszcze trwają i to z poważnym sponsorem strategicznym. Oby, to nie był tylko stały refren, który słyszę od ładnych, kilkunastu miesięcy…

KPR RC Legionowo- Wybrzeże Gdańsk 25-27 (10-18). Krekora – Sulliński, Titow (6), Kasprzak (5), Ciok (4), Prątnicki (5), Mochocki(3), Gumiński (2), Brinovec, Ignasiak.
Dla gości najwięcej bramek zdobyli: 7 – Łukasz Rogulski, 5 – Paweł Niewrzawa, po 4 - Wojciech Primulewicz i Ramon Oliveira.

Fot. fotoMiD
JERZY BUZE
Podpisy pod zdjęcia:
Przed Grzegorzem Choromańskim, nowym prezesem KPR RC Legionowo trudne zadanie… Fot. fotoMiD
Trzech gdańszczan na jednego Witka Titowa Fot. fotoMiD
Marcin Lijewski i Robert Lis. Jeszcze niedawno doskonali piłkarze ręczni, reprezentanci kraju, dziś trenerzy Fot. fotoMiD
W akcji legionowski rozgrywający Michał Prątnicki. Gdzie zagra w przyszłym sezonie ?
Fot. fotoMiD
Kamil Ciok kontra Paweł Niewrzawa Fot. fotoMiD

Napisz komentarz
Komentarze