26 marca br., odbędzie się referendum ws. przyłączenia gminy Legionowo do aglomeracji warszawskiej. Do jego ważności potrzebny jest udział 30 proc. uprawnionych do głosowania. Gdyby jednak nawet udało się osiągnąć taką frekwencję, to i tak nie będzie ono wiążące. Po co nam zatem wydawać pieniądze? Jego koszt, jak twierdzi rzeczniczka legionowskiego ratusza Tamara Mytkowska to ok. 66 tys. zł. Jedni powiedzą, że jest to sprawa wyłącznie polityczna, inni zaś – by poznać zdanie mieszkańców. Zapewne i jedni, i drudzy mają rację, ale ilu mieszkańców tak na dobrą sprawę będzie miało świadomość nad czym głosuje?
Nie będziemy dzielnicą Warszawy
Pierwszym punktem budzącym wątpliwości wśród przeciwników projektu tej ustawy jest jej art. 2, w którym stwierdza się, że „Miasto stołeczne Warszawa obejmuje 33 gminy...” i dalej wymienione są gminy w tym Legionowo, Wieliszew, Jabłonna i Nieporęt. Wielu przeciwników powołując się na ten właśnie zapis używa sformułowania „zamachu na niezależność gmin”. Wypowiadane są też bardziej wzniosłe hasła typu „brońmy naszej małej ojczyzny”. Tymczasem właśnie tak miałaby się nazywać nowa powiększona metropolia, która przejmie zadania dotychczasowych powiatów. Potwierdza to zresztą art. 81, który wyraźnie stwierdza „Gmina Warszawa jest gminą o statusie miasta”, art. 96 „Obszar gminy Warszawa, w dniu wejścia w życie ustawy obejmuje obszar miasta stołecznego Warszawy, ustalony ustawą z dn. 15 marca 2002 r. o ustroju miasta stołecznego Warszawy”, a także art. 97, który nawet wymienia poszczególne dzielnice wchodzące w obszar terytorialny obecnej Warszawy. I nie ma wśród tych dzielnic Legionowa, Jabłonny, Nieporętu czy Wieliszewa, jak sugerują to przeciwnicy ustawy.
Jest szansa na 1. strefę biletową i lepszą komunikację
Według krytyków projektu, istniałoby ryzyko, że burmistrz Warszawy, będący również prezydentem megapowiatu, dbałby bardziej o interesy samej stolicy, nie koniecznie mając na względzie rzeczy, za które odpowiadają obecne powiaty, jak setki szkół czy dróg. Natomiast pomysłodawca tej ustawy poseł Jacek Sasin twierdzi, że będzie akurat odwrotnie! – Powiem o powiecie wołomińskim. Tam od lat jest problem z dojechaniem do Warszawy drogą 634. Mimo, że są projekty i plany, nie udaje się tej drogi przebudować. Dzisiaj będzie można, właśnie z poziomu aglomeracji warszawskiej tego typu inwestycje drogowe realizować. Dzisiaj władz Warszawy to nie obchodzi, dojazdy do stolicy są zakorkowane, a samorządy same sobie z tym nie radzą – argumentował Sasin. Twierdzi on także, iż reforma ta pomoże usprawnić cały system komunikacji. Dlatego też wszyscy mieszkańcy gmin wchodzących w skład metropolii warszawskiej będą mogli liczyć na jeden, wspólny i tańszy bilet (znajdą się w tzw. 1. strefie). Niemniej uczciwie należy przyznać, iż takiej pewności sama ustawa nie gwarantuje.
Załatwianie spraw raczej na miejscu, a podatki w gestii gmin
Jednym z najczęściej podnoszonych argumentów przez przeciwników metropolii warszawskiej jest to, iż mieszkańcy gmin, którzy do tej pory swoje sprawy załatwiali na miejscu w swoich starostwach powiatowych, teraz będą musieli załatwiać je w Warszawie. Tymczasem w uzasadnieniu do samej ustawy czytamy: „W związku z przejęciem wykonywania zadań powiatowych, z dniem wejścia w życie ustawy likwidacji bądź przekształceniu ulegną powiaty na obszarze miasta stołecznego Warszawy”. Oznaczać by to mogło, iż obecne starostwa najpewniej przekształcone by zostały w coś na wzór oddziałów terenowych miasta stołecznego Warszawy i poza trudniejszym dostępem do starosty, którego rolę przejąłby prezydent metropolii, nic by się w zasadzie nie zmieniło. Podobnie rzecz się ma z miejscowymi podatkami, gdyż akurat za nie odpowiadają Rady Gmin i Miast. Projekt samej ustawy metropolitarnej nie precyzuje tych spraw. Miałyby się one znaleźć dopiero w innym akcie prawnym, ale ten jeszcze nie powstał. Nie wiadomo więc, o czym mamy decydować w referendum.
DARIUSZ BURCZYŃSKI

Napisz komentarz
Komentarze