„GROM” został stworzony w 1990 r., by działać poza obszarem państwa polskiego w celu ratowania, ochrony, odzyskania personelu dyplomatycznego. W tych celach jego żołnierze rozwijają m.in. umiejętności antyterrorystyczne. St. chor. szt. Tomasz Laskowski po zakończeniu służby w GROM-ie zawodowo spełnia się teraz w firmie „GROM – Academy”. Dzieli się doświadczeniem oraz szkoli, nie tylko w strzelaniu. Jego zawodowa służba wojskowa trwała 25 lat.

Olga Gajda: Ile czasu spędził pan w Afganistanie i Iraku służąc w jednostce GROM?
- Tomasz Laskowski: Około 2,5 roku łącznie. Misje były półroczne. W Iraku byłem pół roku, a w Afganistanie 4 razy po pół roku.

O.G.: Kto tam stanowił największe zagrożenie dla polskich i innych żołnierzy w strukturach NATO?
- T. L.: Talibowie i radykalny odłam Islamu. Później to się przeistoczyło w ISIS. Z Talibów zmienił się kierunek na walkę z ISIS-em, tj. Państwem Islamskim. Procentowo najwięcej polskich żołnierzy zginęło na misji w Afganistanie w latach 2010-2011.

Jednak po tym dramatycznym wycofaniu się Amerykanów z Afganistanu, znowu władzę tam przejęli Talibowie.

O.G.: Która akcja podniosła panu w szczególności mocno adrenalinę zarówno na misjach, jak i w Polsce?
- T. L.: „GROM”, podobnie jak SAS (brytyjska jednostka sił specjalnych) czy Delta Force (amerykańska jednostka), nie działa wyłącznie w akcjach antyterrorystycznych. Uczestniczy także w działaniach specjalnych na terenach zielonych, górskich, wodnych. W Afganistanie największe emocje były w sytuacjach, kiedy chciano nas wysadzić w powietrze albo wtedy, gdy ratowaliśmy zakładników. Tam też na jednej z operacji zginął Krzysztof Wożniak, nasz kolega. Niebezpiecznych sytuacji było bardzo dużo. Natomiast w Polsce realizowaliśmy wiele różnorodnych akcji, jednak większość z nich miała charakter treningowo-ćwiczebny. Zdarzało się jednak, że treningi również kończyły się śmiertelnie, bo my ćwiczymy tak jakbyśmy wykonywali prawdziwą operację. W bazie morskiej w Gdańsku zginął kolega kapitan Jacek ,,Gienek” Motyczko , gdy odbywał się desant na okręt ,,Kopernik” przycumowany do nabrzeża. Inny żołnierz utonął wykonując zadanie nurkując pod wodą, a w ubiegłym roku zginęło dwóch naszych kolegów, którzy wykonywali skoki spadochronowe będąc w USA na ćwiczeniu z żołnierzami amerykańskimi.

O.G.: Jakby się pan odniósł do takiego stwierdzenia, że obecność „GROM”-u w Afganistanie i Iraku była spowodowana krótkim stażem Polski w strukturach NATO i w związku z tym potrzebą udowodnienia naszego zaangażowania i współpracy?
- T. L.: Były tam wojska wielu krajów m.in.: Duńczycy, Niemcy, Szwedzi, Norwegowie, Holendrzy, Brytyjczycy, Amerykanie, Czesi oraz Polacy. Realizowaliśmy nasze zobowiązania wynikające z traktatu. Taka była decyzja polskiego rządu i polskiego prezydenta podpisującego dekret, by wysłać tam polskie wojsko. Najbardziej niespokojnym obszarem w Afganistanie był Kandahar i okolice przygraniczne. Tam dużo się działo. Miałem okazję być w tej bazie. Później działaliśmy w Ghazni.

O.G.: Jakie zadania w Afganistanie i Iraku wykonywał „GROM”?
- T. L.: Działaliśmy dosyć płynnie i dynamicznie. W Afganistanie zajmowaliśmy się kontrolą strefy w okolicach Kandaharu, którą nam przydzielono w początkowej fazie naszego pobytu (była to strefa przygraniczna, styczna z Pakistanem, gdzie odbywał się duży ruch ludności, jak też Talibów i przerzut narkotyków) . Było tam dużo incydentów, bo odbywała się tam duża działalność Talibów na wojska sojusznicze. Wojska koalicji podzieliły Afganistan na wiele stref odpowiedzialności i np. północną strefę kontrolowali Skandynawowie i Niemcy. Najwięcej ofiar pochłonęły strefy Ghazni, Kandaharu, generalnie obszaru południowego. „GROM” był odpowiedzialny za swój obszar, musieliśmy wykonywać kilkudniowe patrole, współpracować z lokalną policją, służbami, wojskiem. Szkoliliśmy ich, by nabrali samodzielności i przy okazji wspieraliśmy ich w walkach z Talibami. W Ghazni było nasze dowództwo, działaliśmy w ramach tzw. dużych sił polskich. Delegowano nas na operacje w różne strefy Afganistanu w celu wykonania zadań.

W misjach w Afganistanie i Iraku uczestniczyło wielu żołnierzy „GROM”. Otrzymywaliśmy informacje o ważnym człowieku lub kilku z przywództwa ALKAIDY i mieliśmy ich zatrzymać. Otrzymywaliśmy też informacje o składach amunicji i ładunków, które musieliśmy sprawdzić i zneutralizować. Otrzymywaliśmy zadania zabezpieczenia różnych miejsc, odbicia zakładników, np. porwanych: dzieci, policjantów, polityków z lokalnych sił, w celu wymuszenia okupu czy zastraszenia.

Część druga w kolejnym wydaniu tygodnika.
Olga Gajda

Napisz komentarz
Komentarze