Z drugiej strony mówi się o patologiach, wynikających z wieloletnich kadencji – o klikach, grupach interesów, nepotyzmie. Zwłaszcza w małych gminach wójtowie są najważniejszymi dysponentami lokalnych zasobów, największymi pracodawcami i inwestorami. Wielokadencyjność nie jest jednak uniwersalnym wskaźnikiem tych patologii, które najczęściej wynikają z braku konkurencji i słabej organizacji społeczeństwa obywatelskiego. Czyż nie mamy wystarczająco dużo trzyliterowych służb, by zapanować nad patologią? Czy co cztery lata nie oceniamy naszych włodarzy? Czy w ekstremalnych przypadkach nie istnieje instytucja referendum?
Samorząd nie jest doskonały, ale dwukadencyjność niewiele zmieni. Tam, gdzie istnieją lokalne układy, zawsze można stworzyć układ Putin-Miedwiediew i pozorować rotację władzy. Szeroki dostęp do informacji publicznej, edukacja społeczeństwa obywatelskiego, wzmocnienie funkcji kontrolnych rad gmin poprzez przydzielenie im funduszy na ekspertyzy, wprowadzenie standardów służby cywilnej, mogłyby być skuteczniejsze, niż z góry narzucone rozwiązanie.
Inną kwestią jest sugerowana regulacja, by zasada dwukadencyjności obejmowała również lata przed jej wprowadzeniem. Dla 2/3 gmin w Polsce oznaczałoby to zmianę władz wykonawczych już podczas wyborów w 2018 roku, w samym środku perspektywy unijnej i pozyskiwania ostatnich tak dużych dofinansowań. Ale i bez tego argumentu złamanie świętej zasady „lex retro non agit” uważam za niedopuszczalne w demokratycznym państwie prawa.

Niestety, wygląda na to, że w przypadku aktualnego rządu mamy do czynienia z włodarzem, który wszystko wie lepiej i nie bierze jeńców. I choć ograniczenie kadencji do dwóch po cztery lata byłoby ewenementem w skali europejskiej (odgórne ograniczenie mają tylko Włosi – 10 lat i Portugalczycy – 12 lat), obawiam się, że podobnie jak inne nowelizacje w stylu „nocnej zmiany”, my też któregoś dnia obudzimy się w nowej rzeczywistości. Rzeczywistości, która nie uzdrowi samorządu, ale poważnie wzmocni różnej maści „Misiewiczów”, szykujących się do przejęcia władzy. Na plecach kolegów z Sejmu właśnie planują odstrzał konkurencji.

Napisz komentarz
Komentarze