Przyszły prezydent Legionowa mówił o ideałach, którymi rzekomo się kierował. Chętnie demaskował „układ”, który zawładnął miastem. Mówił też o rozkradaniu majątku mieszkańców i kumoterstwie władzy w obliczu dotkliwego dla mieszkańców bezrobocia. Apelował, aby przerwać złowrogi układ i nie pozwolić na to, żeby „na naszym mieście żerowały niejasne grupy interesów”. A dalej w jeszcze mocniejszym tonie z trwogą na swym licu zapewniał: „Interesy czterech Panów (...) nadal będą kwitły kosztem Waszych podatków”.
Niezły rollercoaster – nieprawdaż? A żeby nie było zbyt nudno, prezydent dorzuca: „To ONI oferując najmniej dla gminy, będą wchodzić w posiadanie majątku gminnego, (...) to ONI nadal będą zatrudniać swoje żony na wysoko płatnych stanowiskach, (...) to ONI będą dostawać doskonałe zlecenia, (...) to ONI zawsze będą mieli pracę przy takim bezrobociu (...) dzięki kolesiowskim układom”. Dalej po tej tyradzie przyszły prezydent zapewniał, że jak wygra, to wszystko się zmieni. Rzekłbym nawet, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki! A za całą przyczynę zła uważał (i jak sądzę nadal uważa)... „To i Owo”.

[email protected]
I tak się zastanawiam, czy gdyby tamten Roman Smogorzewski sprzed 15 lat spojrzał na samego siebie w chwili obecnej, to czy dokładnie tego samego nie powiedziałby teraz o sobie? Bo czy ktoś mi powie, że w obecnych strukturach gminnych nie ma „kolesiostwa”? Czy ktokolwiek dałby sobie rękę odciąć, że kumoterstwo i to może nawet w znacznie większej skali niż sprzed kilkunastu lat, nie istnieje w legionowskiej administracji? Czyż obecni włodarze Legionowa nie posiadają najatrakcyjniejszych nieruchomości w mieście kosztem chociażby coraz bardziej zadłużonych spółdzielców? I czy ten przeszło 6-milionowy prezydencki majątek nie uzbierał się czasem z naszych, czyli zwykłych wyrobników chleba, pieniędzy? I czyż prasa samorządowa utrzymywana z NASZYCH pieniędzy, a „inspirowana” tekstami z ratusza, nie atakuje przypadkiem już nawet nie tylko politycznych oponentów, ale i niezależnych dziennikarzy płacących w tym mieście podatki, a tym samym łożących na pensję tychże urzędników? Zapewne jest jedna gazeta, w której na wszystkie te pytania usłyszałbym odpowiedź... przeczącą. Dlatego ogarnia mnie – chocholi śmiech.
DB
Napisz komentarz
Komentarze