Mecz odbył się jeszcze przed świętami, więc niespodziewana wygrana Legionovii była fajnym, sportowym prezentem pod choinkę dla najwierniejszych kibiców zespołu. Te trzecie zwycięstwo legionowianek w rozgrywkach sezonu 2016/2017 było w pełni zasłużone. Tym cenniejsze, że zespół musiał sobie radzić, bez swoich trzech, wydawałoby się – podstawowych zawodniczek. Na dwa dni przed spotkaniem, nogę skręciła Monika Bociek, dołączając do dwóch wcześniej kontuzjowanych koleżanek – Agaty Skiby i Kasi Połeć. Zmienniczki (Anna Bączyńska jako atakująca, Ola Rasińska jako przyjmująca i Klaudia Alagierska jako środkowa) – nie zawiodły. Powiem więcej: swą postawą na parkiecie „na dłuższym dystansie” dały wyraźny sygnał szkoleniowcowi, że… nie chcą być tylko zmienniczkami.
R. Strzałkowski może mieć po tym meczu rzeczywiście ból głowy. To chyba jednak nie najgorsza dolegliwość, bo wynika z nadmiaru bogactwa, czyli utalentowanych siatkarek ze sporym potencjałem.

Pierwszy wygrany przez Legionovię set czwartkowego meczu był swego rodzaju ostrzeżeniem dla zespołu argentyńskiego szkoleniowca Juana Manuela Serramalery. Drugiego seta dąbrowianki wygrały, więc wydawało się że przyjezdne, (m.in. takie uznane nazwiska orlenligowej siatkówki jak czeska atakująca Helena Horka, środkowe - Kamila Gańszczyk i Eleonora Dzikiewicz, czy przyjmujące - Tamara Kaliszuk i była „nasza” Daria Paszek) szybko wyciągnęły wnioski z pierwszej przegranej partii. Nic bardziej mylnego. W trzecim secie legionowianki ponownie pokazały charakter wojowniczek. Uciekły rywalkom na początku seta na 8:4, a potem bawiąc się swą grą, nękając rywalki serwisem, blokiem i atakami, ‘zbiły” rywalki niemal w identyczny sposób jako zostały same zbite w drugiej partii.

W czwartym secie walka rozgorzały na całego. Choć nasze siatkarki prowadziły nawet 16:12 i 18:3, to Horka i spółka zdołały doprowadzić do remisu (21:21) i emocje sięgnęły zenitu. Moc, fantazja i umiejętności były jednak tego dnia przy naszych dziewczynach. Po kończącym spotkanie ataku Oli Rasińskiej radość zespołu, kibiców była więc ogromna i zasłużona.

Śmiem twierdzić, że Legionovia rozegrała najlepsze spotkanie w tym sezonie. Nasze siatkarki zademonstrowały niemal cały potencjał możliwości drzemiący w tej drużynie. Do bezkompromisowej w ataku, także grającej z poświęceniem i aktywnie w obronie Oli Rasinskiej dostroiła się, dla wielu niespodziewanie, rzadko pojawiająca się do tej pory na parkiecie Ania Bączyńska. Kto wie czy to nie największa wygrana (i odkrycie) tej wygranej... Klaudia Alagierska, którą już za mecz z Impelem Wrocław komplementował nie byle kto, bo Maciej Jarosz, potwierdziła jak spore drzemią w tej dziewczynie możliwości, zwłaszcza w grze na siatce. Jeśli dodamy do tego, też komplementowaną wcześniej młodziutką rozgrywającą Alicję Grabkę, bodaj najrówniej prezentującą się w tym sezonie Ewelinę Mikołajewską, i niezbyt często wykorzystywaną w ataku Igę Chojnacką, zbierającą ciągle doświadczenie młodziutką Adę Adamek, to… Drżyjcie narody!

A są jeszcze przecież Joasia Pacak, Klaudia Grzelak, wspomniana wcześniej trójka kontuzjowanych. Czeka cierpliwie na swą szansę drugie libero - Ania Korabiec, Basia Zakościelna też nie „od macochy”.

Ja wiem, że jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale to zwycięstwo, nad uznaną firmą w klubowej siatkówce może pozwolić uwierzyć dziewczynom, że na krajowym podwórku, może poza Chemikiem Police, z innym drużynami można powalczyć. A nawet wygrać. Czego dziewczynom, kibicom, także sobie w nadchodzącym już roku – życzę!
Legionovia – Tauron Dąbrowa Górnicza 3:1 (25:21, 15:25, 25:16, 25:22). Legionovia: Grabka (9), Rasińska (17), Alagierska (9), Bączyńska (14), Mikołajewska (12), Chojnacka (6), Adamek (libero) oraz Grzelak, Korabiec (libero). Dla turonu najwięcej punktów zdobyły: 26 – H. Horka, 10 - T. Kaliszuk, 8. K. Ganszczyk.
JERZY BUZE
Fot. fotoMiD

Napisz komentarz
Komentarze