Dowodem naszej rzekomej nieprawdomówności ma być nasza, po części prywatna, korespondencja z Tamarą Mytkowską, rzeczniczką legionowskiego ratusza.
Mytkowska, która utrzymuje, że nie ma nic wspólnego z „Miejscową na weekend”, usłużnie jednak dostarczyła tę korespondencję do redakcji organu prasowego urzędu miasta. Swego czasu bowiem, usilnie próbowała ustalić, na czyj wniosek prokuratura wszczęła postępowanie dotyczące możliwości popełnienia przestępstwa przez władze Legionowa, w związku ze sprzedażą miejskiej działki przy stadionie miejskim.
W swej desperacji, a zapewne także wykonując polecenia swoich szefów, Mytkowska zapytała nas wówczas – „czy według Państwa wiedzy prokuratura wszczęła postępowanie z urzędu, czy na wniosek dziennikarza To i Owo”. Odpowiedzieliśmy zgodnie z prawdą, że naszym zdaniem, prokuratura nie wszczęła śledztwa „na wniosek” dziennikarza tylko „z urzędu”. Postępowanie bowiem już trwało zanim dostaliśmy wezwanie z prokuratury. Łatwo to sprawdzić.
Kilka dni przed pytaniem rzeczniczki, do redakcji wpłynęło wezwanie do stawienia się jednego z dziennikarzy w prokuraturze, w charakterze świadka, w toczącym się już postępowaniu o sygnaturze 3 Ds/163/15, wraz z pouczeniem o konsekwencjach niestawiennictwa. Był to pierwszy kontakt dziennikarzy „To i Owo” z prokuraturą w tej sprawie. Najwyraźniej jednak ani redakcji „Miejscowej”, ani rzeczniczce nie chciało się tego sprawdzić.
Możliwe również, że urzędowa gazeta padła ofiarą manipulacji rzeczniczki ratusza, która najwyraźniej nie radzi sobie z powierzoną funkcją, a za wszelką cenę chciałaby się wykazać. Nie ma co jednak pastwić się nad kimś, kto jest tylko „narzędziem” w rękach mocodawców, którym z pewnością „To i Owo” nie raz nadepnęło już na odcisk.
W artykule „Miejscowej” cały akapit został poświęcony dziennikarskiej rzetelności, której brak zarzucono właśnie nam. Napisali tam o konieczności dążenia do prawdy i umożliwieniu wypowiedzi drugiej stronie. Sami jednak nie stosują się do tych zasad, bo o nic nie chcieli nas nawet zapytać. A szkoda. Zarzucili nam bowiem, że działamy na czyjeś zlecenie a przynajmniej tego mogliby się dowiedzieć.
Korzystając z okazji chętnie wyjawimy tę tajemnicę... Działamy na zlecenie i w interesie wszystkich tych, którzy chcieliby wiedzieć, w jaki sposób wielomilionowy majątek miasta trafia w prywatne ręce i kto na tym zarabia...
MACIEJ LERMAN

Napisz komentarz
Komentarze