Można powiedzieć, że to fajna inicjatywa i dobry pomysł na zagospodarowanie powierzchni ogrodzenia, która inaczej, prędzej czy później, zostałaby zapełniona mniej podniosłymi napisami. Szkoda tylko, że zadania tego nie oddano w ręce lokalnych twórców i młodzieży. Być może byłaby to dla nich prawdziwa lekcja historii i patriotyzmu.
W wielu miastach wydziela się bowiem takie miejsca, gdzie mogą realizować się miejscowi graficiarze i inni twórcy ulicznej sztuki. Zarówno ci z zacięciem artystycznym, jak i ci, którzy w bardzo prostych formach muszą wyrażać to co czują. Dzięki temu przejawy ich twórczości rzadziej pojawiają się na fasadach bloków i kamienic. Zapewne też namalowany przez nich mural miałby większe szanse przetrwania w niezmienionej formie.
U nas jednak wyłożono publiczne pieniądze i sprowadzono artystów parających się tego rodzaju sztuką. Najwyraźniej chodziło o uzyskanie efektu, którym będzie można się pochwalić, a nawet wpisać go do jakiejś księgi rekordów. W końcu działania na pokaz to nasza lokalna specjalność. Dzięki temu będzie można też ogłosić kolejny sukces i ocieplić nadszarpnięty wizerunek rządzących, którzy oczywiście będą fotografować się pod tym płotem.
Słyszałem też, że władzom chodziło nie tyle o mural, ile o to by jakkolwiek zamalować mur, który widzą wszyscy przejeżdżających pociągiem przez Legionowo podróżni. Podobno bano się, że mogą pojawić na nim jakieś nieprawomyślne napisy wskazujące, co naprawdę myślą tutejsi mieszkańcy.
To posunięcie władz, jakoś by mnie nie zdziwiło. W końcu starają się one kontrolować wszelkie sfery życia. Lubią też wpływać na to, co ludzie myślą i piszą. Smutne jednak może być miasto, gdzie nawet napisy na murach objęto kontrolą...
Maciej Lerman
Fot. Legionowo Porusza

Napisz komentarz
Komentarze