Jedni z oburzeniem, a drudzy wręcz z podziwem komentowali ich wyczyny na rusztowaniach. Wyczynom tym w dodatku nieodłącznie towarzyszyła głośna muzyka disco polo. Jak donosi jeden z mieszkańców, kilkakrotnie z przerażeniem obserwował jak jeden rozweselony robotnik zrzucał gruz z wysokości, z balkonu prosto na głowę drugiego, stojącego niżej z pojemnikiem. Do pojemnika oczywiście niewiele trafiało. Inni informowali o niewybrednym języku jakim porozumiewała się wesoła ekipa. Nierzadko można było usłyszeć teksty w stylu – ”dawaj k..wa ten p.....ony kubeł ty s....ynu”. Tym samym językiem usiłowali się również komunikować z zaczepianymi mieszkańcami, a także komplementować kobiety i dziewczęta na osiedlu. O prawdopodobnych przyczynach tej wesołości poinformował nas inny lokator, który twierdzi, że robotnicy rozpoczynali dzień od wizyty w bufecie zorganizowanym w piwnicy klatki schodowej nr 1. Stamtąd trafiali prosto na rusztowania, gdzie nie tylko pląsali jak cyrkowcy, ale także spali, zaglądali przez okna do mieszkań i oczywiście imprezowali. Ktoś mógłby zapytać, gdzie był nadzór, gdzie był kierownik budowy, gdzie w końcu była administracja, należącego do SML-W osiedla Jagiellońska? Okazuje się, że niektórzy widzieli kierownika, a właściwie jego bezradność. Mówili, że on sam chyba wolał też nie zbliżać się do wesołej ekipy. Siedzieli na rusztowaniach, popijali piwko, a on obserwował ich z daleka. W ten sposób nie narażał się na epitety i inne „komplementy” jakich mógłby spodziewać się także pod własnym adresem.
WD

Napisz komentarz
Komentarze