- Pan prezydent raczył udzielić wywiadu w którym powiedział następujące słowa, cyt. „mamy w Radzie dwóch radnych, którzy robią duży wysiłek włącznie z docieraniem do różnych władz w Warszawie, żeby nam poprzeszkadzać w pracy”. Zdanie to było wypowiedziane w kontekście ostatnich kontroli w urzędzie miasta, o których mówił pan w swoim wywiadzie. Powiedział Pan to publicznie Panie prezydencie, to ja też pozwolę sobie publicznie skomentować te słowa - powiedział na ostatniej sesji Rady Miasta, Leszek Smuniewski. Radny stwierdził, że z kontekstu wypowiedzi wynikało, iż prezydentowi chodziło m.in. o niego. Dlatego zaprotestował i powiedział, że prezydent Smogorzewski mija się z prawdą. Oświadczył też, że nigdy nie podejmował działań, o które oskarżył go prezydent. Na odpowiedź prezydenta Romana Smogorzewskiego nie trzeba było długo czekać. - Nie wymieniłem żadnego nazwiska – odpowiedział prezydent, po czym zażartował, że miał na myśli radnych ze swojego ugrupowania Przemysława Cichockiego i Adama Aksamita, na co cała sala wybuchła śmiechem. Jednak w Radzie Miasta zasiada tylko dwóch opozycyjnych radnych, więc sugestia co do personaliów jest dla radnego Smuniewskiego bardzo widoczna. - Jeśli ma Pan jakąś wiedzę dotyczącą słów, które Pan wypowiedział, to niech Pan powie teraz, kiedy donosiłem i jakiej władzy? A jeśli nie, to bardzo bym prosił żeby się Pan zastanowił zanim będzie Pan oczerniał innych tylko za to, że mają inny pomysł na miasto – powiedział Smuniewski. Po tych słowach brat prezydenta Marcin Smogorzewski przyszedł z odsieczą. - Ja nie czytuję, ale donoszą mi odpowiednie służby. Na Pana blogu, a to też jest miejsce publiczne, nazwał Pan radnych „Jarząbkami”. Jarząbek jeśli ktoś oglądał „Misia” kojarzy się dość jednoznacznie. Dlatego jeśli chce Pan wymagać jakiś standardów od prezydenta, to dobrze by było zachowywać się podobnie – powiedział Marcin Smogorzewski.
DB

Napisz komentarz
Komentarze