Polska ma bardzo niewielkie zasoby wody i w dodatku niewiele robimy, aby rozsądnie gospodarować tym, co jeszcze nam zostało. W ostatnim czasie jednym z bardziej spektakularnych przykładów było wysychanie Stawu Płaszowskiego w Krakowie. Woda deszczowa zamiast zasilać staw, spływa do kanalizacji, a poziom wód gruntowych został obniżony przez studnie – te legalne i nielegalne.
Problem oczywiście nie dotyczy tylko Krakowa, ale całego kraju. Wraz z postępem za bardzo rozpędziliśmy się w betonowaniu powierzchni i odprowadzaniu wody deszczowej kanalizacjami burzowymi i wypuszczania z dala od miejsca, gdzie deszcz padał. W ten sposób tworzymy tereny suche, gdzie poziom wód gruntowych jest dramatycznie niski. Na innych obszarach z kolei wody jest za dużo i regularnie dochodzi do podtopień.
- Polska ma najmniejsze zasoby wody wśród wszystkich krajów Unii Europejskiej. Mamy jej tyle, co Egipcjanie. Musimy się troszczyć o ten cenny zasób – mówi Grzegorz Cyba z firmy Infraster, która specjalizuje się w oczyszczaniu wód opadowych. - Wody opadowe powinny zasilać zbiorniki wodne i wody gruntowe w miejscach, gdzie deszcz padał. Trzeba ją oczyszczać, ale można to robić na miejscu, niewielkim nakładem środków. Są dostępne nowoczesne i ekonomiczne rozwiązania – takie jak filtry Swedrop – które oczyszczają wodę deszczową ze szkodliwych substancji, nawet z metali ciężkich.
Niewykluczone, że pozbywanie się wody deszczowej zacznie być karane. Rząd pracuje nad nowymi przepisami dotyczącymi gospodarki wodnej w tym właściwej retencji. Jest rozważana opcja, aby właściciele dużych utwardzonych powierzchni (parkingów, baz transportowych i innych przedsiębiorstw), przez które woda nie może wsiąkać w grunt, płacili dodatkową opłatę za wodę odprowadzaną do kanalizacji. Unikną jej, jeśli będą mieli instalację do gromadzenia deszczówki. Zgromadzoną wodę w okresie bezdeszczowym mogą wykorzystywać np. do podlewania trawników.
- Odpowiedź na pytanie, kiedy zabraknie nam wody, jest prosta: już nam jej brakuje. Okresowo występujące susze potęgują to zjawisko. Braki wody nie oznaczają, że mamy jej mniej w kranach, ale już dziś rolnicy z wielu obszarów kraju mają problem z jakością i wydajnością upraw właśnie ze względu na susze. Bardzo dużo potrzebuje jej również przemysł oraz energetyka – przypomina Grzegorz Cyba, przedstawiciel wyłącznego importera filtrów do wód deszczowych Swedrop. - Przypadek Stawu Płaszowskiego to tylko jedno z wielu ostrzeżeń.
Naukowcy z Katedry Hydrologii i Gospodarki Wodnej Uniwersytetu Łódzkiego alarmują, że „na trzech czwartych obszaru Polski pojawiają się okresowo deficyty wody, przy czym najczęściej i w największym stopniu dotykają one terenów Wielkopolski i Mazowsza. To właśnie na terenach Niżu Polskiego i szeroko pojmowanej środkowej Polski zagrożenia związane z brakiem dostępu do wody odpowiedniej ilości i jakości są dziś największe, a biorąc pod uwagę obserwowany kierunek zmian klimatycznych stan ten może pogorszyć się jeszcze bardziej”.{artnoinsert}
Fot. eutrophication&hypoxia/Flickr.com

Napisz komentarz
Komentarze