Rodzice, zapewne kierowani rodzicielską miłością, tłumaczyli nawet, że zawsze się podpowiadało, że w szkole jest już taka tradycja. Co dziwne, i co niejednego mogłoby wprawić w osłupienie, przytakiwała im także część nauczycieli, a jedynego winowajcę i sprawcę wszelkich nieszczęść widzieli w osobie wójta – dlatego że chciał wyjaśnić sprawę?
To jednak nie koniec tego absurdu. Oliwy do ognia dolewał bowiem przewodniczący gminnej komisji Oświaty, Kultury i Sportu. Nie pozwolił on, aby wójt uzyskał wyjaśnienia od nauczycielek, które były obecne podczas feralnego egzaminu. Twierdził, że to było przesłuchiwanie i że wójt zastraszał i groził nauczycielkom, bo chciał, żeby mówiły prawdę. Stwierdził nawet, że takie praktyki przypominają mu Białoruś.
Nauczycielki natomiast, oburzone tym, że wójt chciał uzyskać od nich wyjaśnienia odnośnie zaistniałej sytuacji wezwały – oczywiście policję.
Wszyscy więc mimowolnie staliśmy się świadkami pokazu warcholstwa i obłudy, gdy winnym na siłę chce się zrobić nie tego, który nabroił, ale tego, który chciał wyjaśnić sprawę. Gdyby do podobnej sytuacji doszło w jakimś odległym, dzikim kraju nie byłbym zaskoczony. A może pomyślałbym, że takie rzeczy to tylko na Białorusi...
PAWEŁ SZYLING
W nawiązaniu do artykułu:
Egzaminacyjny skandal – wójta na taczki!

Napisz komentarz
Komentarze