Pierwszy atak skierowany został przeciwko Bogdanowi Kiełbasińskiemu, prezesowi stowarzyszenia „Nasze Miasto Nasze sprawy”. Do skrzynek na listy zostały wrzucone ulotki firmowane przez SML-W, a następnie także egzemplarze finansowanej przez miasto gazety „Miejscowa”.
Za publiczne pieniądze
Główne kierowane przeciwko niemu zarzuty to fakt, że nie jest już członkiem spółdzielni oraz że był radnym, w czasie gdy wprowadzano zmiany do planu zagospodarowania przestrzennego. Zastrzeżenia może budzić jednak nie tylko forma tych publikacji, ale fakt, że użyto ich w celu zwalczania oponentów i przeciwników politycznych. Jednocześnie wykorzystano do tego publiczne pieniądze. Spółdzielnia po raz kolejny bowiem za pieniądze spółdzielców: opracował, wydrukowała i rozkolportowała ulotki wymierzone przeciwko inicjatywie, w której bierze udział duża część mieszkańców spółdzielni. Z kolei finansowana przez miasto gazeta w napastliwy i tendencyjny sposób atakuje mieszkańców Legionowa, czyli ludzi, którzy płacą na jej utrzymanie.
Według prawników, a także Najwyższej Izby Kontroli oraz Rzecznika Praw Obywatelskich działania takie są niezgodne z prawem.
Manipulacje i kłamstwa
Tekst wywiadu z prezesem Szymonem Rosiakiem w „Miejscowej” zatytułowany „Mity o dogęszczaniu” zawiera tezę, że nadmierne zagęszczenie zabudowy w Legionowie to jakiś wymysł. Niestety opinii Rosiaka przeczą oficjalne dane Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) z 2014 r., według których Legionowo (4008 osób/km2) jest najgęściej zaludnionym miastem w Polsce. Rozpoczęte już i planowane obecnie inwestycje, dają natomiast pewność, że będą niestety bite w Legionowie kolejne rekordy. Wywiad w „Miejscowej” z prezesem Szymonem Rosiakiem już zaczyna się od pytania sugerującego odpowiedź: – Skąd się bierze zamieszanie kreowane przez pana Kiełbasińskiego, który w trakcie swojej kadencji niewiele zrobił, aby to rzekome „dogęszczanie” zatrzymać?”. Już to powinno wystarczyć, aby domyślić się, kto trzyma koniec smyczy i prowadzi „Miejscową”.
Spółdzielnia z ratuszem
W publikacjach tych zarzuca się także nam, że krytykując dogęszczenia realizowane i planowane przez SML-W, rzekomo „działamy na zlecenie” deweloperów. Dowodem na to mają być zamieszczane przez nich ogłoszenia o mieszkaniach wystawionych na sprzedaż. Pan prezes i jego poplecznicy zapomnieli jednak chyba, że najwięksi w Legionowie deweloperzy, w dodatku działający na uprzywilejowanych warunkach, to właśnie SML-W i Ratusz. Nie ulega bowiem najmniejszym wątpliwościom, że za umożliwienie dogęszczeń odpowiadają wyłącznie władze miasta, które uchwalają miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego.
Ręka w rękę
W planach tych można bowiem całkowicie zabronić dalszej zabudowy. Albo jak robią to obecnie władze miasta, dopuścić likwidację terenów zielonych i zabudowanie ostatnich wolnych przestrzeni. Sami deweloperzy nie mają tu nic do gadania. Są dowody na to, że w procederze tym władze miasta i władze spółdzielni działają ręka w rękę. Najpierw zmieniają i uchwalają plan zagospodarowania, a potem wymieniają się działkami. Później SML-W, z wykorzystaniem środków spółdzielców, rozpoczyna inwestycje, by w końcu okazało się, że największe korzyści uzyskują z niej władze spółdzielni i władze miasta. Tak jak w przypadku inwestycji Anat, najbardziej atrakcyjne, warte krocie, lokale usługowe trafiły bowiem, po kosztach, czyli za połowę ceny rynkowej, w ręce rodzin prezesa spółdzielni Szymona Rosiaka oraz prezydenta miasta Legionowo Romana Smogorzewskiego.
PAWEŁ SZYLING

Napisz komentarz
Komentarze