Rada Miasta zdecydowała, że nie będzie w Legionowie tak zwanej nocnej prohibicji. Miała ona polegać na zakazie sprzedaży alkoholu w sklepach od godz. 22 do godz. 6 rano .Jak się okazało, tylko jeden radny był za, a drugi wstrzymał się
od głosu
Cała reszta natomiast była za utrzymaniem sprzedaży alkoholu w nocnych sklepach. Jako człowiek o bardzo liberalnych poglądach, jestem szczerze zdziwiony, bo jak wiadomo alkohol, szczególnie w nadmiarze, szkodzi zdrowiu...
Wieloletnie doświadczenia wskazują, że w nocy po zakup alkoholu wybierają się głównie ci, którzy już wypili i chcieliby się jeszcze „dopić”. I tu scenariusz często jest taki, że zakupowicze po wizycie w nocnym sklepie nawet nie wracają na imprezę, ale konsumują zakup na miejscu albo na ławce, gdzieś w parku czy na placu zabaw dla dzieci. A więc o problemy z nimi nie trudno. Drugi scenariusz, że wracają na imprezę, ale po „dopiciu” niewiele i tak już z niej pamiętają. A więc na drugi dzień niejeden byłby nawet wdzięczny, gdyby nie udało się zrobić nocnych zakupów. Jak więcej by nie wypił, nie pobłądziłby w jakimś parku, nie szarpałby się z jakimś facetem, nie podarłby kurtki i nie zgubił portfela. A w każdym razie, ból głowy i pragnienie nazajutrz byłyby mniejsze.
Podstawa do wprowadzenia nocnej prohibicji w Legionowie były przeprowadzone wcześniej konsultacje społeczne w formie ankiety. Ankietę można było wypełnić w formie elektronicznej lub na papierze. Okazało się że wzięło w niej udział blisko 10 tysięcy mieszkańców z czego zdecydowana większość, bo ponad 92 procent było za wprowadzeniem w Legionowie zakazu sprzedaży alkoholu w sklepach w godzinach między 22.00 a 6.00. Jednak forma przeprowadzenia konsultacji była najbardziej kwestionowana.
Co może dziwić, kwestię braku zabezpieczeń skutkującą tym, że jedna osoba mogła wypełnić ankietę wielokrotnie, poruszył były wieloletni zastępca byłego wieloletniego prezydenta miasta. Tym samym dowodził, że być może za prohibicją jest tylko garstka dobrze zorganizowanych fanatyków. A cała reszta, czyli tzw. zdrowe jądro narodu, w nocy chce pić. Jakoś jednak przez ostatnich kilkanaście lat, kiedy pełnił on stanowisko z-cy prezydenta, taka właśnie forma przeprowadzania wszelkich społecznych konsultacji jakoś mu nie przeszkadzała.
Co może dziwić przeciwko wprowadzeniu nocnej prohibicji wypowiedziały się również miejska rada działalności pożytku publicznego oraz komisja Komisji Zdrowia, Bezpieczeństwa i Spraw Społecznych. Jeden z radnych w swojej wypowiedzi wskazał na potrzebę kompleksowego i trwałego podejścia do ograniczenia spożycia alkoholu a inny podkreślił, że problem alkoholu jest znacznie szerszy, a jego wpływ wykracza poza kwestie sprzedaży. Dlatego obaj nie byli przekonani, aby głosować za prohibicją.
W tej sytuacji, nasuwają się dwa wnioski. Pierwszy może wskazywać na to, że radnym w zdecydowanej większości nie przeszkadzają nocne zakrapiane alkoholem imprezy i wolą chronić biznesy nocnych sprzedawców trunków, niż zadbać o spokój pozostałych mieszkańców. Drugi wniosek jest natomiast taki, że warto w wyborach wybierać nowych ludzi i zasiedziałych już dygnitarzy odrywać od stołków. Jak się okazuje, dopiero wtedy kiedy oderwą się od stanowiska, wraca im trzeźwe spojrzenie i rozum do głowy.
Wojciech Dobrowolski

Napisz komentarz
Komentarze