Przez ostatnich kilkanaście lat, rządzącym w Legionowie najwyraźniej budowa szeregowców i wprowadzanie przestrzennego chaosu nie przeszkadzały. Efekty widzimy przecież wszyscy. Nie pomagały prośby i apele mieszkańców. Niektórzy włodarze mówili nawet wprost, że popierają i będą popierać takie budownictwo.
Inni natomiast robili działania pozorne, jak osławiona grupa robocza, działająca w starostwie, która miała powstrzymać bezładne dogęszczenia zabudowy, a niczego w efekcie nie powstrzymała. Z kolei legionowscy radni poprzednich kadencji, nie czuli się winni. Twierdzili, że za dogęszczenia zabudowy i wyrastające jak grzyby po deszczu szeregowce, winę ponosi starosta, który wydaje pozwolenia na budowę.
Przyciśnięci przez jednego z mieszkańców, żeby chociaż sprawdzili, czy wielorodzinne budynki mieszkalne z kilkunastoma mieszkaniami na mikroskopijnych działkach, są zgodne z uchwalonym przez nich planem zagospodarowania przestrzennego, twierdzili że nie mogą tego zrobić. Mówili, że nie posiadają odpowiednich kompetencji, żeby interpretować zapisy planu, który sami uchwalili.
Dlatego obawiam się, że zakazowi budowy szeregowców, nadal będą rzucane pod nogi kłody. Wiele wskazuje bowiem na to, że niektórzy radni są osobiście zainteresowani tym biznesem. Na jednej z takich budów, niedawno widywany był brat byłego prezydenta, a obecnego starosty, a w dodatku były miejski radny. Samą inwestycje rozpoczęła firma żony kandydata na radnego z ugrupowania popierającego byłego prezydenta. Natomiast ostatnio widziano tam obecnego przewodniczącego rady miasta.

Może to wszystko przypadek, ale również przypadkiem przez te lata, ktoś deweloperom cały czas szedł na rękę...
Paweł Szyling

Napisz komentarz
Komentarze