[email protected]
Pierwsi chętni podobno zaczęli ustawiać się w kolejce pod pływalnią o godzinie 4 nad ranem. Inne wersje jakie można było usłyszeć "w kolejce" mówiły, że pierwsi byli o godzinie 3, a nawet 2 w nocy. Jedno jest pewne, kolejka była gigantyczna.
Numerki od 6.00 rano
- Nie wierzyłam, że aby zapisać dziecko na basen muszę stać w kolejce od świtu - opowiada kobieta, która przyszła zapisać syna na naukę pływania. - Byłam tu o 5.30 i dostałam 220 numerek na liście społecznej. Za mną przyszło jeszcze ze sto osób. To jakiś koszmar - dodaje.
O godzinie 6.00 rano ruszyło wydawanie numerków, które poszło bardzo sprawnie. Jeden numerek wydawany był na rodzinę. Wprowadzone w tym roku numerki miały usprawnić pracę. Miały, ale nie usprawniły. Od godziny 8.00 rozpoczęły się zapisy. Z tym już było gorzej.
Zapisy bez nadzoru
Dość szybko można było się zorientować, że jeśli nie ma się numerka poniżej 100 lub znajomego z takim numerkiem, nie ma co liczyć na wybraną grupę czy dogodny termin. Wszystko, za sprawą braku nadzoru nad zapisami. Bez skrępowania osoby z wcześniejszymi numerkami zapisywały po siedmioro dzieci, mimo że, podobno obowiązywała zasada "jeden numerek – jedna rodzina".
- Musimy zapisać wszystkich, którzy twierdzą, że zapisują swoje dzieci, nawet jak jest ich siedmioro. Nie mamy prawa nikogo legitymować - poinformował nas jeden z pracowników pływalni. Zapisy na basen zakończyły się około 14.
Dyrektor nie widzi problemu
W poniedziałek 8 września udało nam się skontaktować z Anną Mermer, dyrektor pływalni. Na początku rozmowy dowiedzieliśmy się, że na pływalni była ona od godziny 6 rano. Osoby, które prowadziły zapisy w sobotę rano twierdziły, że nikogo z władz pływalni nie było. Jeśli jednak dyrekcja rzeczywiście była na miejscu, bałagan jaki się wytworzył podczas zapisów zastanawia jeszcze bardziej.
Wbrew temu co widzieliśmy i słyszeliśmy w sobotni poranek, dyrektor Mermer twierdzi, że usłyszała w tym dniu pochwały. My tymczasem słyszeliśmy oburzenie i niezadowolenie osób czekających uczciwie w kolejce. No ale my dziennikarze, jak zasugerowała Anna Mermer w rozmowie telefonicznej, podobno zawsze słyszymy co chcemy. Na pytanie dotyczące zapisów, otrzymaliśmy informację, iż problem został rozwiązany najlepiej jak było to możliwe. Przyznać należy, że rozmowa nie należała do przyjemnych i zakończyła się dość gwałtownie. Najwidoczniej trafiliśmy w czuły punkt władz pływali.
AS

Napisz komentarz
Komentarze