Okazało się, że nic nie pomogła obrana przez jej urząd strategia, polegająca na uchylaniu się od odpowiedzi na pytania dziennikarzy, zatajaniu informacji, odpowiedziach pokrętnych i przemilczeniach. Nic nie dała również wszechobecna i agresywna propaganda sukcesu głoszona przez wszystkie dyspozycyjne media będące na garnuszku ratusza. Prawda o występkach rządzących miastem i tak wyszła na jaw.
Dalej pani rzecznik przywołuje zasady, którymi powinien kierować się dziennikarz. Pisze między innymi, że dziennikarze powinni dołożyć wszelkich starań, aby przekazywane przez nich informacje były zgodne z prawdą, obiektywne i relacjonowały fakty w ich właściwym kontekście. Chodzi oczywiście o taką prawdę i taki kontekst jakie z punktu widzenia urzędu wydają się właściwe.
Dlatego zdaniem pani rzecznik, niezależne lokalne media przedstawiają obraz rzeczywistości wypaczony i nieprawdziwy, bo prawdziwy ma być właśnie ten urzędowy. Jednym słowem, jedyna prawda ma być tylko w urzędowych pisemkach. Warto więc w tym miejscu przypomnieć, że przyjmuje się, iż zawsze „są trzy – prawda, półprawda
i g ... no prawda”.
Wzruszająca jest także troska pani Tamary o kondycję lokalnego dziennikarstwa. Jej zdaniem, to co prezentują niektóre lokalne media to manipulacja, kłamstwa i pomówienia. Podejrzewa też, że media te, pisząc to co piszą, działają na czyjeś „zlecenie”. Dlatego wątpi czy to jest jeszcze dziennikarstwo. Wzdycha również, co by było, gdyby zobaczyli to jej profesorowie.
Jest więcej niż pewne, że byliby przerażeni. Myślę jednak, że nie z powodu poziomu lokalnego dziennikarstwa, ale tym jak łatwo z dziennikarza można stać się urzędowym propagandzistą. A także jak szybko ważniejsze od zasad i ideałów stają się jedyne i słuszne polecenia – najważniejszego w mieście mocodawcy.
MACIEJ LERMAN

Napisz komentarz
Komentarze