
Dzisiaj mamy jednak zawodowe, nowoczesne, doskonale wyszkolone i wyposażone jednostki ratowniczo-gaśnicze Państwowej Straży Pożarnej (PSP), które w krótkim czasie zdolne są dotrzeć w niemal każde miejsce oraz podjąć odpowiednią akcję ratowniczą. Istnienie ochotniczych straży pożarnych również ma sens, ale przede wszystkim w miejscach bardzo oddalonych i trudno dostępnych. Ten przypadek nie dotyczy jednak Legionowa, gdzie nowa strażnica Państwowej Straży Pożarnej (PSP) znajduje się niecały kilometr od strażnicy OSP Legionowo.
Dlatego stawiam otwarte pytanie: Po co w takim razie w Legionowie Ochotnicza Straż Pożarna, skoro w akcjach ratowniczych z pewnością dużo lepiej poradzą sobie zawodowcy? Ktoś powie, że ważne jest podtrzymywanie tradycji. Ale jaka to tradycja, czy taka o jakiej gazeta pisała kilka lat temu, a mianowicie wyjazd 2 czy 3 wozami bojowymi na ślub i wesele kolegi do Hrubieszowa? Albo organizowanie wojen na sikawki i polewanie się wodą w Lany Poniedziałek? Ostatnio ciągle za to słyszymy o towarzyskich imprezach i ekscesach do jakich dochodziło w strażnicy OSP w Legionowie.
Zresztą jaka jest przydatność ochotniczych jednostek w konfrontacji wyszkolonymi i dobrze wyposażonymi zawodowymi jednostkami straży. Przecież nikt z nich nie jest zawodowym strażakiem, zawodowcem, nawet sam prezes czy komendant. Jak się okazuje, są to tylko amatorzy, których hobby jest przebieranie się za strażaków. Czy warto więc wydawać na tych ochotników tyle pieniędzy? Bo to nie prawda, że działają oni zupełnie społecznie.
Moim zdaniem, ochotnicy ci są często sowicie opłacani za nic nie robienie. Na ostatniej sesji debatowano właśnie nad podwyżkami dla nich ekwiwalentu pieniężnego za udział w akcjach (nawet 28 zł/godz.), szkoleniu i ćwiczeniach, czyli podwyżkami wynagrodzenia. Przykładem może być były zastępca prezydenta miasta, a obecnie radny pan Zadrożny. Na ostatniej sesji Rady Miasta powiedział on, że jest właśnie takim strażackim ochotnikiem, który ma mundur i czapkę, ale nie bierze udziału w akcjach bojowych. A więc po co kręci się przy tej ochotniczej straży. Warto dodać, że ten mundur, też kosztował nas podatników.
Pozostaje zastanowić się, komu na tym zależy, aby zafundować nam całe zastępy udawaczy-hobbystów? Jak się okazuje, najwyraźniej zależy na tym politykom, którzy przy OSP mogą się lansować. Aby zaskarbić sobie wdzięczność druchów-ochotników czyli innymi słowy wyborców rozdają im sprzęt gaśniczy, głównie samochody. Stąd konkursy z nagrodami dla miejscowości, gdzie najwięcej osób weźmie udział w wyborach. Stąd nagrody w postaci wozów strażackich, które być może bardziej przydałyby się prawdziwym strażakom, zawodowym jednostkom PSP.
Jeśli więc amatorzy i hobbyści są ważniejsi od zawodowych, specjalnie przeznaczonych do określonych zadań służb, to może iść tym tropem dalej? Może niech lokalni politycy, samorządowcy, którzy fundują nam zastępy udawaczy utworzą także zastępy druhów lekarzy, dentystów, aptekarzy, elektryków czy architektów.
I niech to oni, nie mając kwalifikacji, projektują mosty, po których będą jeździć ci politycy, a także nich oni ich leczą i wyrywają zęby...
Zbyszek Małecki

Napisz komentarz
Komentarze