Chodzi o to, aby przyboczna gwardia spółdzielców, zależna i wierna swemu udzielnemu księciu, bez zbędnych pytań przegłosowała uchwały o milionowych następstwach dla całej Spółdzielni.
Gwardia przybywa z odległych rubieży spółdzielni. Zmuszona do pozostania na zebraniu i w sile kilkunastu osób decyduje o losach dogęszczania naszych osiedli w centralnej części Legionowa.
Zanim dojdzie do ważnych głosowań, prezes raczy Walne Zgromadzenie przez kilka kolejnych godzin „sprawozdaniami” na bardzo ważne tematy: a to, że Michalskiemu na parterze zapchała się wanna; a to, że starsze lokatorki „łapią” wodę w zlewozmywak, a przez to się później główny licznik wody na bloku nie zgadza, i się ludzie przez to buntują...
Takie opowieści przerywa od czasu do czasu nieśmiałe pytanie z sali: „a kiedy ocieplą nasz blok?”, „a czy czynsz będzie niższy jak się ociepli blok...?”.
Nad przestrzeganiem porządku zebrania czuwa spółdzielcza kauzyperda – pani Jadach. Jakimś trafem jej „kancelaria” mieści się w tym samym budynku, w którym niedawno prezydent Smogorzewski nabył „okazyjnie” lokal. Zresztą nie tylko on, nabył także syn prezesa Rosiaka, synowa prezesa Rosiaka, kilka innych osób i oczywiście pani Jadach.
Nie dopuszcza ona do głosu nikogo w myśl zasady: nie jesteś na swojej części Walnego, nie masz prawa głosu. Tylko prezes może bez ograniczeń zabierać głos na każdej części Walnego, My – Członkowie Spółdzielni, możemy tylko słuchać. I tak, na przykład: o projekcie uchwały przygotowanym przez grupę Spółdzielców os. Jagiellońska mogą oni poinformować tylko na swojej części, na innych nie dopuszcza się ich do głosu i przedstawia ten projekt najczęściej prezes Rosiak – a właśnie od sposobu przedstawienia sprawy zawsze zależy wynik głosowania! Zatem „Walne” Rosiaka to nie jedno zebranie podzielone na 6 części, to 6 osobnych zebrań – i to należy natychmiast zmienić, co skutecznie uniemożliwia prezes, bojąc się o wyniki głosowań dotyczących dalszego dogęszczania zwłaszcza os. Jagiellońska, a także innych.
Gdy kończy się gawędziarska część zebrania na zegarze nierzadko wybija już godzina 22.00. Na sali pozostaje kilkanaście osób, żeby ostatkiem sił przegłosować serię uchwał o największych skutkach finansowych, którymi prezes chwali się, że przechodzą jednogłośnie! Dotyczą najczęściej sprzedaży–zbycia nieruchomości lub spraw związanych z budową kolejnych bloków na naszych osiedlach!
Te wieczorne głosowania lojalnych i subordynowanych przez prezesa spółdzielców pozwalają mu przedstawiać podjęte w ten sposób decyzje jako przegłosowane przez Walne Zgromadzenie Członków SML-W oraz jakby w imieniu 25 tys. mieszkańców Spółdzielni. Na tej podstawie utnie wiele niewygodnych pytań czy dyskusji, stwierdzając z namaszczeniem: „ta czy inna uchwała była przedmiotem głosowania Walnego Zgromadzenia”.
W następnym artykule przedstawimy, jak mogłoby wyglądać zebranie przygotowane przez Spółdzielców, którego zorganizowanie prezes Spółdzielni uniemożliwił nam kilka lat temu.

Artur Pawłowski – KOTWA

Napisz komentarz
Komentarze