Gdy wybuchały afery w legionowskiej oświacie, a było ich co najmniej kilka w ostatnich latach, zawsze zbieraliśmy cięgi, że niepotrzebnie nagłaśniamy sprawę. O nierozpowszechnianie informacji, zachowanie dla siebie sprawy itp, oczywiście dla dobra dzieci, placówki itd, proszeni byli zwykle także rodzice oraz radni. Mówiono, że chodzi o dobre imię szkoły czy przedszkola
Podobnie było również teraz, kiedy wyszła na jaw afera w miejskim żłobku. Można powiedzieć, że nie ma już o czym mówić, bo zostały zwolnione z pracy trzy opiekunki, które „wpadły” na gorącym uczynku. Pozostaje jednak pytanie, w tym i tych poprzednich przypadkach, gdzie był nadzór organu prowadzącego, czyli władz miasta Legionowo? Gdzie był do tej pory, odpowiedzialny za oświatę w Legionowie, z-ca prezydenta Zadrożny.
Swoją drogą ciekawe, czy to dyrekcja żłobka samodzielnie podjęła decyzję o tak późnym zgłoszeniu tej sprawy odpowiednim organom? A może była do tego jakoś „z góry” motywowana. Może chciano rozwiązać to „po swojemu”, czyli powiedzieć, iż nic się nie stało i zamieść sprawę pod przysłowiowy dywan..
Jak informują miejscy radni, dość często są karmieni opowieściami, jak to w naszych placówkach oświatowych i wychowawczych jest dobrze. Jaką wspaniałą mamy w tych placówkach atmosferę. A każdy próba wyjaśnienia i zbadania przez nich, zgłaszanego przez mieszkańców, rodziców, czy nawet dzieci problemu, kończy się atakiem ze strony władz miasta.
Być może prawdziwy obraz legionowskiej oświaty nie jest tak piękny, jak rysują go władze. Warto wskazać, że do tej pory duża grupa dzieci w przedszkolach nie ma nauczania języka angielskiego. Zaś zajęcia rytmiki, które się w tych przedszkolach pojawiły na prośbę mieszkańców i radnych nie objęły dzieci z zerówek prowadzonych w szkołach.
W końcu, być może od dobrego imienia placówki oraz władz miasta, ważniejsze jest dobro dzieci...
Wojciech Dobrowolski
Reklama
Reklama

Napisz komentarz
Komentarze