Rywalizacja czwartej i piątej drużyny zasadniczej była (i jest) z pewnością najbardziej ekscytującym wydarzeniem pierwszej fazy play-off. Nie tylko ze względu na zbliżony poziom obu zespołów, ale także osoby szkoleniowców. Wszak Robert Lis i Patryk Rombel to asystenci nowego trenera biało-czerwonych Tałanta Dujszebajewa.
Po pierwszym kwadransie w miarę wyrównanego boju w Arenie Legionowo do głosu zaczęli dochodzić goście. W ich szeregach pierwszoplanowe role odrywali rozgrywający Tomasz Klinger, skrzydłowy Mateusz Seroka, waleczni Michał Peret, Przemkowie – Zadura i Rosiak. Kwidzyn w 18. minucie prowadził 9–6, potem ta przewaga wzrosła nawet do pięciu bramek. Nasi walczyli, ale grali źle. Bez koła (kontuzjowany Tomasz Kasprzak mógł tylko oglądać mecz z trybun), sporadycznie ze skrzydłowymi, nasza obrona nie stanowiła większego problemu dla rywali. Gdy wydawało się, że jest już „po meczu”, w samej końcówce pierwszej połowy legionowianie zdobyli trzy gole, łapiąc kontakt z przeciwnikami.
W drugiej odsłonie, przez pierwszy kwadrans, utrzymywała się minimalne przewaga gości. W 45. min. był już jednak remis (19–19), a potem… Nasi zagrali koncertowo, a kwidzynian dopadła „zadyszka”. Przez dziewięć minut nie byli w stanie pokonać doskonale dysponowanego w naszej bramce Serba – T. Stojkovicia. Zaczęła funkcjonować nasza obrona, w ataku Witka Titowa efektywnie wspierali Michał Prątnicki i Tomasz Mochocki, a Adam Twardo walczył za dwóch: w obronie i na kole w ofensywie, bo po urazie z pierwszej połowy J. Płócienniczak mógł tylko obserwować mecz z ławki. Dodajmy jeszcze tylko, że w taką rolę obserwatora przez cały mecz w zespole gości wcielił się młody, obiecujący rozgrywający Paweł Genda, a drugim bramkarzem w legionowskim zespole (zastępującym kontuzjowanego Mikołaja Krekorę był Marcin Malanowski (ostatnio AZS UW Warszawa) i zaliczył krótki udany debiut w legionowskich, supreligowych barwach.

W środę w Kwidzynie zapowiada się jeszcze cięższy bój w rewanżu. Cztery bramki to sporo i zarazem niewiele. O ostatecznym wyniku, w obu przetrzebionych kontuzjami zespołach, może zadecydować dyspozycja dnia i dłuższa (i bardziej wyrównana) ławka zmienników.
KPR RC Legionowo – MMTS Kwidzyn 26 – 22 (10 – 12). KPR: Stojković, Malanowski – Kowalik(1), Titow (7), Płócienniczak, Prątnicki (5), Gawęcki (1), Ciok (3), Twardo (2), Mochocki (6), Brinovec, Bożek, Suliński. Dla gości najwięcej bramek zdobyli: 8 – Tomasz Klinger, 6 – Mateusz Seroka.
JERZY BUZE
Fot. fotoMiD






Napisz komentarz
Komentarze