Wspominając o podziemiu niepodległościowym po 1944 r., zapewniał, że w przyszłości jeszcze wielu historyków będzie informować o nowo odkrytych szczegółach dotyczących działalności polskich „niezłomnych”. Przyjmuje się, że na przestrzeni 20 lat powojennych do środowiska „Żołnierzy Wyklętych” należało około 200 tys. ludzi. – Byli to ludzie pohańbieni, mordowani, grzebani jak psy. Zaliczali się do trzech pokoleń, najstarsi np. gen. August Fieldorf ps. „Nil” (urodzony pod koniec XIX w.) i najmłodsi urodzeni w 1930 r., między innymi ppłk. Mroczkowski (obecny na spotkaniu) – mówił profesor. Przyjmuje się, że pierwsi żołnierze wyklęci to ci, którzy na kresach wschodnich spotykają się w 1944 r. z powtórną okupacją sowiecką. Kolejna grupa, to młodzi ludzie m.in. Weronika Sebastianowicz, która po wojnie angażuje się w konspirację i w latach 50. aresztowana z rodzicami przez NKWD, skazana zostaje na 60 lat łagrów.
– Umówiliśmy się, jako Polacy, że ostatni żołnierz wyklęty to „Laluś” (Józef Franczak), który w październiku 1963 r. zdradzony za 5 tys. zł zostaje zastrzelony przez służbę bezpieczeństwa w trakcie walki – informował prof. Żaryn. Dodał, że do środowiska „Żołnierzy Wyklętych” zaliczały się m.in.: struktury poakowskie – zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość” (przeszło przez tę organizację około 60 tys. ludzi) i Narodowe Zjednoczenie Wojskowe.
o.ga

Napisz komentarz
Komentarze